niedziela, 9 czerwca 2013

Chapter four

Przepraszam za wszelkie błędy, zostaną one poprawione w najbliższym czasie!


Rozdział dedykuję wszystkim obserwatorom i komentatorom! 
Kocham Was, moje mysie pysie! 
Kukardka, xoxo

P.S. Czytajcie notkę pod rozdziałem, mam małą pomysło-niespodziankę. ;)



Stałam w kolejce w centrum handlowym, chcąc jak najszybciej się stąd wydostać. Mimo, że w środku było wiele sklepów, począwszy od tych z ubraniami, kończąc na tytoniowych, na moje szczęście w tym największym, wielobranżowym, ale głównie spożywczym nie szwędało się tak dużo klientów. Wszyscy wydawali się zajęci sobą, co również mi odpowiadało. Co chwilę słyszałam krzyk małych dzieci, które prosiły rodziców o jakieś słodkości, czy zabawki. Mimo, że tutaj było tak właściwie wszystko, a pieniądze wypełniały mój portfel po wczoraszym wieczorze, ja wzięłam do ręki tylko jedną rzecz. Wcześniej rozważałam kradzież, jednak świadomość co by się stało, gdyby ktoś mnie przyłapał była zbyt przerażająca. Nie mogłam pozwolić sobie na takie rzeczy, mimo, że smutek i strach rozdzierał mnie od środka, gdy przechodziłam niepewnie przez szklane drzwi.
Dzisiaj rano obudziłam się w łazience, na podłodze. Przez głowę przebiegło mi tysiące myśli, ale ta jedna, najstraszniejsza przegoniła je wszystkie. 

Wspomnienie wczorajszego wieczoru.

Zdając sobie sprawę, co właściwie się stało, z moich oczu pokapały pojedyńcze łzy, które natychmiast starłam dłonią. To właśnie wtedy podjęłam decyzję. Stanowczym ruchem otworzyłam drzwi mojego pokoju, a później walizkę. Wyciągnęłam z niej najbardziej kolorową rzecz, jaką posiadałam, czyli kwiecistą sukienkę, z czerwonym paseczkiem pod biustem. Włosy upięłam w koka, a na stopy założyłam brązowe balerinki. Chciałam sprawiać wrażenie wesołej, niewinnej uczennicy, która przyszła tylko na zakupy. To był mój plan. Nałożyłam jeszcze maskę ze sztucznym uśmiechem, by ukryć emocje, które od rana się we mnie kłębiły, po czym skierowałam się do najbliższej galerii.
- Dwa funty poproszę. - kasjerka z ogromną ilością podkładu na twarzy zmierzyła mnie krytycznym spojrzeniem. Miałam wrażenie, że wszyscy, łącznie z nią, więdzą co zamierzam zaraz zrobić, że patrzą na mnie z pogardą i współczuciem jednocześnie.
- Prosze. - odparłam sztucznie przyjaznym tonem wręczając jej banknoty - Ja nie wiem, co odbiło naszemu nauczycielowi od biologii. Zapisałam się do niego na letnie zajęcia, a on mi takie rzeczy kupować każe. No ja rozumiem, że mamy kroić żabę, ale to chyba on powinien zadbać o narzędzia, prawda?
Gdy powiedziałam moją wyćwiczoną, przemyślaną kwestię, jej spojrzenie natychmiast złagodniało. Zdążyłam jeszcze zauważyć, że kiwa z lekkim uśmiechem głową, po czym odwróciłam się i szybkim krokiem skierowałam do toalety. Myśl, że będę to musiała zrobić w obskurnej kabinie nie uśmiechała się do mnie, ale wszystko było lepsze od mojego domu, w którym pewnie teraz Matt jadł śniadanie. Nie potrafiłabym znowu spojrzeć mu w oczy, zaufać. Po prostu nie mogłam.
Widok przysłoniły mi łzy, które tylko czekały na spłynięcie po moich policzkach, a ja na oślep szukałam klamki. Okazało się, że takowej nie ma i po prostu musiałam popchnąć drzwi. Westchnęłam z ulgą, mając świadomość, że zaraz to wszystko się skończy. 
Gdy ujżałam wnętrze łazienki, przerażona cofnęłam się do tyłu. Nie dość, że były tylko dwie kabiny, to teraz jeszcze na oko piętnastoosobowa grupa stała w rządku jeden za drugim, czekąc na swoją kolej. "No chyba mi nie powiesz, że będziemy tu czekać?!" Henry, a jak myślisz? Prędzej bym chyba osiwiała.                                                                                 
Chcąc raz na zawsze zakończyć tą męczarnie, wyszłam z pomieszczenia i skierowałam się do tego drugiego, tuż obok. Toaleta męska nie była miłą wizją śmierci, ale przynajmniej nie było tam żywej duszy. Szybkim krokiem zapukałam do każdej z kabin po koleji, upewniając się, że na pewno są puste, a sama zajęłam tą najdalszą. Drżącymi rękami przekręciłam zamek i usiadłam na muszli. Czym prędzej wyciągnęłam z torebki przewieszonej przez ramię niedawno kupione cudeńko. Szybko je odpakowałam z foli, przy okazji raniąc opuszki palców, przez co moją twarz wykrzywił grymas. Opakowanie wrzuciłam do torebki, a sama zaczęłam przypatrywać się żyletce. W słabym świetle lampek lekko się świeciła, uniemożliwiając mi zobacznie swojego odbicia. Z moich oczu już dawno zaczęła spływać słona ciecz, ale ja się nimi nawet nie przejęłam. Podjęłam decyzję i zamierzałam się jej trzymać. Zdecydowanym ruchem podwinęłam sukienkę, by w całości widzieć moje uda. "No, dalej, ulżyj sobie!" Tak, to mi pomoże. No dalej, Liz, będzie ci lepiej. 
Mocno złapałam ostrze w palce, tak, by nawet drżenie moich rąk nie wytrąciły go na podłogę.
"Za te wszystkie krzywdy. Za to wszystko, co cię spotkało!"
Metal zanurzył się w mojej bladej skórze zadziwiając łatwo, nawet nie przykładałam do tego większej siły. Jak nóż w roztopione masło. Moją duszę ogarnęła ulga. Poczułam, że wraz z wolno kapiącą krwią, odpływają moje wszystkie problemy, zmartwienia. Bez wahania zabrałam się za dalsze okaleczanie się.
Jesteś samotna.
Zanurzyłam żyletkę w skórze.
Nie masz nikogo.
Delikatnie obracałam ją na boki, by rana otworzyła się jeszcze bardziej.
Nikt cię nie kocha.
Wepchnęłam ostrze jeszcze głębiej, tak, że prawie go nie było widać.
Jesteś dziwką.
Pociągnęłam metal do siebie, stopniowo powiększając ranę.
Jesteś nikim.
Czułam przy tym niewyobrażalny ból, który leczył moją duszę. Śmieszne, nigdy nie rozumiałam samobójców, a teraz sama nim byłam. 
Powędrowałam ręką do nadagarstka. Teraz nawet się nie zastanawiałam. Raz po raz zanurzałam żyletkę w skórze, z każdą kolejną sekundą coraz odważniej, głębiej, szybciej. "Po co to ciągniesz? Po co ta zabawa?" Masz rację, Henry. Czas to zakończyć, czas na wielki finał.
Wpatrywałam się tępo w sunące pionowo ostrze, od dłoni, aż po łokieć. Teraz już nie myślałam o niczym. Liczyła się tylko ta chwila, ta błogość. Czerwone kropelki raz po raz skapywały na jasną podłogę, a ściany kabiny jakby się kurczyły. Czułam się wolna, ale zamknięta jak zwierzę w klatce jednocześnie. Przymknęłam oczy, chcąc czerpać jak najwięcej radości z tej chwili. Nawet już nie czułam bólu, nie myślałam o tym. Moje powieki znów powędrowały ku górze, a ja zapomniałam gdzie jestem. Czułam się jak pijana prostytuka, która właśnie wzięła jakieś proszki od klienta. Po części to była prawda...
Nagle obraz zdawał się zmniejszać, odpływać. Nie widziałam już łazienki, krwi, ani rozciętej ręki i ud. Teraz byłam na łące, z rodzicami. Biegaliśmy dookoła koca, chyba graliśmy w berka. Na mojej twarzy widniał uśmiech szeroki jak nigdy. Mama i tata byli szczęśliwi, tak jak ja. Co chwilę łapali się za ręcę, czy wysyłali pocałunki w powietrzu.
- Kotku, pamiętaj, kochamy cię! - głos mojej mamy dobił się do moich uszu - Zobaczymy się jeszcze, nie martw się. Ale to jeszcze nie twój czas, nie twój czas... 
Ostatnim co usłyszałam, był dźwięk przypominający dzwonki. To żyletka uderzyła o twardą podłogę. 

A później nastąpiła ciemność.

- Budzi się! - ktoś hamsko krzyknął do mojego ucha - Harry, daj wody, budzi się! Budzi! Mówiłem, że się obudzi! - chłopak był chyba z lekka nadpobudliwy... Chwila, chwila... Chłopak?! Do kurwy nędzy, co ja robiłam z jakimś chłopakiem w jednym pokoju?! No, chyba, że to mój klient, ale wtedy chyba by się tak nie ekscytował...
Zdołałam lekko otworzyć oczy, ale widok przysłoniły mi niebieskie tęczówki i blond włosy, które były centralnie przed moją twarzą. Przestraszyłam się nie na żarty, no bo na codzień nie budzę się z mordą chłopczyka przed sobą, do cholery! Szybko przesunęłam się w bok, robiąc przy tym minę WTF?! jak sądzę, bo chłopak od razu odsunął się do tyłu z przepraszającą miną. Dopiero teraz mogłam w spokoju przyjrzeć się pomieszczeniu. Kremowe ściany i jasny sufit, ciemno brązowe panele. To z pewnością nie był mój pokój. Spróbowałam się podnieść, by lepiej obczaić sytuację, ale od razu poczułam silne zawroty głowy. Zrezygnowana zaczęłam masować skroń prawą ręką, bo jak zdążyłam zauważyć, lewą nie mogłam ruszać.
-Kurwa, jak to boli - wyjęczałam pod nosem - Możesz mi łaskawie wytłumaczyć co ja tu robię? - tym razem słowa skierowałam do blondyna.
- Bo wiesz... Nasz przyjaciel znalazł się w toalecie, no i przyniósł tutaj - wyszeptał ze skruszoną miną.
Wtedy wszystko do mnie dotarło. Pocięłam się. Ja naprawdę się pociełam. Nie żałowałam, skądże. Zapomniałam nawet o... no właśnie. Matt. Źródło problemów.
- Ten, no... Na krześle masz ubrania, jak będziesz gotowa to zejdź na dół. - chłopak powiedział zawstydzony, po czym pędem skierował się w stronę drzwi. Chyba nie czuł się komfortowo w tej sytuacji, zresztą tak samo jak ja. No i nadal nie wiedziałam co tu robię. Bo jak niby ten jego przyjaciel mnie znalazł? Patrzał do wszystkich kabin po koleji mówiąc "o hej, przepraszam. Ja tylko szukam pociętej dziewczyny, nic wielkiego"?!
Resztkami sił wstałam z łóżka, chcąc jak najszybciej wyjść z tego domu. Z ulgą zauważyłam, że nadal jestem w tej samej sukience. Jest szansa, że nie zobaczyli cięć na udach. Ale zaraz, czemu mam obwiązaną rękę bandażem?
- Kurewskie suki, pomagać się im zachciało - wymamrotałam, jednocześnie łapiąc przygotowane ubrania. Nie miałam najmniejszej ochoty szukać łazienki, więc założyłam bluzkę w pokoju. No właśnie, tylko bluzkę. Chyba blondasek zapomniał o spodniach... Rozejrzałam się dookoła, ale nie było tutaj nic oprócz łóżka i szafki nocnej, więc z ubrań nici. Sukenką też nie mogłam się przykryć, bo widniały na niej wielkie plamy z krwi. Rzuciłam ją na łóżko, a sama westchnęłam głośno. Zrezygnowana poczłapałam boso w stronę drzwi, ignorując ogromny ból głowy. Rękami próbowałam zakryć jakoś rany na nogach, ale niewielo to dawało. Widniały one od kolan, aż po same majtki, więc i tak większość była widoczna gołym okiem. 
Po wyjściu z tymczasowego pokoju ujrzałam długi, szary korytarz rozchodzący się na dwie strony. Byłam w jakimś domu, to już zdążyłam zauważyć. Spojrzałam na prawo, ale tam widniały tylko jasne drzwi, które na pewno nie prowadziły na dół, jak to ujął blondasek. Skierowałam się więc na lewo, krzywiąc usta w niemym grymasie, gdy bose stopy spotykały się z zimnymi panelami. Już po kilku krokach ujrzałam schody. Niepewnie po nich stąpałam, co raz mocniej ściskając moje uda. Czułam, jak świerze rany się ponownie otwierają, a po moich dłoniach spływa krew. Nie przejęłam się tym zbytnio, nigdy nie czułam odrazy do tej czerwonej cieczy. Wytarłam tylko ręcę w koszulkę, która na moje nieszczęście była cała biała, więc zostawiłam ślad. Nadal nie wzruszona brnęłam dalej, by ujrzeć karmelowy salon, z wielką, skórzaną sofą na środku. "No, Liz, niezłe towarzystwo sobie wybrałaś!" No cóż, Henry miał rację. Było widać, że lokatorzy są bogaci, jednak ja już się przyzwyczaiłam do mojego domu, więc nie zrobiło to na mnie większego wrażenia. Ponownie zaciskając dłonie na udach, udałam się w stronę głośnych śmiechów. Doszłam do kuchni, gdzie ujrzałam kilku chłopaków, zajadających naleśniki, rozmawiając wesoło. "Geje jak nic". Henry, ile razy powtarzałam ci, żebyś nie oceniał po pozorach!
Zrobiłam jeszcze jeden krok w przód, niefortunnie stawając na skrzypiącej desce. Rozmowy natychmiast ucichły, a ja zacisnęłam oczy i dłonie jeszcze bardziej, sprawiając, że krew lała się ciurkiem po rękach. "Tchórzu, otwórz te oczy!". Dobra. 
Wszyscy byli zwróceni przodem do mnie, a ich twarze były jakby białe. Na szczęście, lub nieszczęście nikt nie patrzał mi się w oczy. Ich spojrzenia były utkwione w dole. Powędrowałam za nimi, dopiero teraz zdając sobie sprawę, jak przerażająco wyglądały moje nogi, oblane czerwoną krwią, która teraz powoli tworzyła kałużę na podłodzę.
- Ja.. przepraszam. Nie było tam żadnych spodni i ja.. To znaczy.. - plątałam się we własnych słowach, nie wiedząc co teraz zrobić. Wszyscy stali nieruchomo, tępo wpatrując się we mnie. Wtedy usłyszałam skrzypnięcie drzwi, które znajdowały się zaledwie kilka metrów przede mną.
- No to co, jedzie... - w tamtym momencie chłopak zamrał, patrząc na mnie z szeroko otwartymi oczami. Znałam go, tylko skąd? Chwila... O nie! Klient! To. Był. Mój. Klient. - Co ta dziwka robi w naszym domu i dlaczego nam podłogę brudzi?! - wykrzyknął prosto w moją twarz, a w mojej głowie na nowo stanął obraz Matta.
- Hej, stary, jaka dziwka? - odezwał się ktoś z prawej strony, trochę wkurzonym głosem.
- Pieprzyła się ze mną wczoraj. Kurwa dobrze robi ustami, ale dupy dać nie chciała. Jebana suka! - niebieskooki roześmiał się w cale niewesołym śmiechem, a ja stałam tam i płakałam. Płakałam jak małe dziecko. Nie obchodziły mnie jego słowa, ale jego wyraz twarzy tak bardzo przypominał mi wczorajsze wydarzenia. 
Nie mogąc dłużej wytrzymać w tym powieszczeniu, które teraz wydawało się tak duszne, czym prędzej wybiegłam z pokoju. Skierowałam się do pierwszych drzwi, które zobaczyłam. Okazało się, że to łazienka. Odetchnęłam z ulgą, gdy klamka wydała dźwięk, przpominający kliknięcie. W tamtym momencie nawet się nie chamowałam, od razu wybuchnęłam głośnym płaczem. Dlaczego musiałam być dziwką? Dlaczego to mnie spotkało?! "Liz, miałaś za dobrze...". Za dobrze, tak? Za dobrze. Szybko wstałam, ignorując ból głowi i skierowałam się do umywalki, gdzie stała także średnich rozmiarów, czarna szafka. Bałam się spojrzeć w lustro, więc od razu przy niej kucnęłam, szybkim ruchem ją otwierając. Papier toaletowy, szampon, płyn po goleniu... Jest! Niemal krzyknęłam że szczęścia na widok całej paczki maszynek do golenia. Bez zastanowienia ją rozerwałam, nie przejmując się, że cała jej zawartość wysypała się po idealnie umytej podłodze. Ujęłam mojego nowego przyjaciela w lewą rękę, a następnie szybkimi ruchami cięłam skórę bez opamiętania. Co chwila słyszałam zdenerwowane głosy i krzyki dobiegające z kuchni, ale w tamtej chwili to się nie liczyło. Teraz była tylko moja ręka i błogość, która we mnie wstępowała z każdym kolejnym nacięciem.
Po chwili zabrakło mi miejsca na nadgarstku, ale co gorsza, ja nadal nie czułam się zaspokojona. Bez chwili wahania podniosłam moją koszulkę i zrobiłam nacięcie na biodrze. Po chwili następne i jeszcze kolejne. Krew lała się ciurkiem i wytworzyła sporawą już kałużę na jasnych kafelkach, gdy postanowiłam zaprzestać moich czynów. Teraz podkuliłam nogę, chcąc uzyskać dostęp do mojej łydki. BITCH. Starannie wyryłam napis, chcąc uwiecznić to na zawsze. Bo właśnie taka byłam. Byłam dziwką.
Gdy kończyłam "H", drzwi z hukiem się otworzyły, ukazując pięć par zmartwionych oczu. A ja siedziałam tam, pośród kilkunastu maszynek i ogromnej kałuży krwi, z napisem na nodze. Spojrzałam tylko lekko zdzwiona na nich, po czym jak gdyby nigdy nic wróciłam do zaprzestanej czynności.
- Dziewczyno co ty robisz? - zielonooki brunet z niedowierzeniem patrzył na moje poczynania, ale nie ruszył się nawet o krok. Chwila... Te loczki, te oczy. To był ten koleś z lotniska!
- No pięknie! - prychnęłam - Dla jednego jestem bezwartościową suką, a dla drugiego obłąkaną wariatką rzucającą się na kogo popadnie! Lepiej być nie może!
Zdenerwowana cisnęłam z całej siły narzędziem tortur o podłogę, a to z głośnym hukiem rozpadło się na małe kawałeczki. Wśrod nich było także ostrze poplamione już moją krwią, co nie uszło mojej uwadze. Wyciągnęłam do niej rękę, niczym kot do kocimiętki, ale coś mi w tym przeszkodziło. To brunet z postawionymi włosami kucnął przede mną, z uwagą patrząc w moje oczy. I wtedy wszyscy zniknęli. Zatraciłam się w tych czekoladowych tęczówkach, podziwiałam jego dwódniowy zarost i mocno zarysowaną szczękę, która dodawała mu męskości.
- Kto ci to zrobił, co? - wyszeptał zmartwionym tonem.
- Ja sama... - odpowiedziałam równie cicho, czując lekki dyskomford przez zasychającą już krew na moim ciele. 
- Nie to. - pokręcił smutno głową - Mówię o tym. - w tamtym momencie delikatnie popukał palcem w swoją skroń, a ja zamarłam. Nie mogłam mu powiedzieć. Przecież nic o nim nie wiedziałam, nie znałam go. 
Nagle obraz zaczął się rozmazywać, a ja poczułam, że robię się senna. Jedyne co zarejestrowałam, to silne ramiona podnoszące mnie z ziemi.
Poczułam, że zostałam położona na jakimś blacie, czy krześle w pozycji siedzącej. Chciałam spać, tak bardzo chciałam iść spać... Ale chwila! Co on robił?! Poczułam, jak koszulka odlepia się od mojego ciała, a po chwili została pociągnięta ku górze. Natychmiast wspomnienia poprzedniej nocy ożywiły się, dodając mi jakby energii, chęci do walki.
- Nie, Matt, nie! Nie, zostaw! Błagam! - krzyczałam, płakałam, histerycznie wymachując przy tym rękami. Tak bardzo chciałam by mnie zostawił. 
Usłyszałam jeszcze kroki, po czym na nowo zaczęłam panikować, ty razem nie mogąc złapać oddechu. Napady paniki miewałam już w przeszłości, ale teraz było to silniejsze niż zwykle. 
- Otwórz oczy! Otwórz te cholerne oczy! - do mojej świadomości przedarł się czyjiś głos, a ja nie wiedząc czemu natychmiast go posłuchałam. Ujrzałam mulata, który trzymał mnie mocno za ramiona, a za nim stojących w drzwiach, przerażonych chłopaków.
Walczyłam z moimi płucami, chciałam wziąć oddech, ale wtedy one jakby zacieśniały się, skutecznie mi to uniemożliwiąc. Do tego doszedł histeryczny płacz, który wypełnił to duszne pomieszczenie.
Na nowo zamknęłam oczy, jednocześnie wbijając pazokcie w ramiona chłopaka. Czułam, że brakuje mi tlenu. Wtedy chłopak znowu mnie podniósł i krzycząc coś wybiegł z pomieszczenia. Nie chciałam otwierać oczu, to i tak by mi nie pomogło. Już pogodziłam się ze śmiercią. Trudno, nic mnie tutaj nie trzyma. Powoli odpływałam, ale wtedy poczułam zimny powiew wiatru, chyba byliśmy na dworze.
- Już, kochanie, proszę, uspokój się. - drżący głos szeptał mi te słowa do ucha - Już po wszystkim, już nikt cię nie skrzywdzi.
Nie wiem, czy mój oddech wrócił do normy dzięki temu, że siedziałam na czyjiś kolanach, kołysana w przód i w tył, czy dzięki dłoni, która powoli zataczała kółka na moich plecach, ale żyłam. Żyłam i w najbliższym czasie nie umrę. Zaczęłam płakać. Chociaż nie, to nie przypominału płaczu, to było bardziej histeryczne wycie w koszulkę chłopaka. Tak bardzo chciałam, żeby to się skończyło, żeby było po wszystkim. 
- Zostaw mnie.. Chcę umrzeć... Błagam! - wołałam, prosiłam, ale to nic nie dało. On mnie nie wypuszczał z objęć, szetpał jakieś uspokajające słówka do ucha. Zaczęłam się wyrywać, krzyczeć. On nadal mnie nie puszczał.
Odpuściłam. Tak po prostu się poddałam. Przestałam wołać, błagać. Teraz przypomiłam małe dziecko, zmęczone po całym dniu zabawy. Wtuliłam się w tors chłopaka, nawet nie przejmując się tym, że go nie znam, że jest dla mnie obcy. Równie dobrze mógłby teraz wyciągnąć broń, a ja bym nawet się tym nie przejęła.
- Kochanie, otwórz oczy. - pawiedział łagodnie, na co ja zadrżałam. - Nie masz się czego bać, tutaj nic ci nie grozi. Już nikt cię nie skrzywdzi.
Nie uwierzyłam mu, ale mimo to podniosłam powieki. Widziałam obejmującą mnie rękę, a za nią barierki i ogród w dole. No tak, nadal byliśmy na balkonie. Kątem oka widziałam tych samych chłopaków co wcześniej, teraz stali w wejściu, przyglądając się mi badawczo.
- Tu jesteś bezpieczna. - jego głos tonął w moich włosach - Powiedz co on ci zrobił, błagam. Zaufaj mi.
Nie ufałam. Nie potrafiłam, ale mimo to, w środku miałam cichą nadzieję, że mnie nie zostawi, nie wyrzuci na próg. 
Spojrzałam na jego twarz pustym wzrokiem. Jedyne co na niej widziałam to troskę i smutek. Nie przypominała twarzy Matta, która wiecznie okazywała złość.
- Zgwałcił mnie. - powiedziałam drżącym głosem, patrząc prosto w jego oczy - Mój brat mnie zgwałcił.


Fiu, fiu. Porobiło się, co nie? No i w końcu pojawiło się One direction!
Co do zachowania Lou, to wszystkiego dowiecie się wkrótce. 
Z rozdziau nie jestem zadowolona, wydaje się taki... płytki. Przepraszam. :C Po raz kolejny... :C
A teraz mała pomysło-niespodzianka. Postanowiłam trochę Was zmobilizować, jeśli chodzi o komentowanie. Od dzisiaj będę podawać daty dodanie następnego rozdziału. No i teraz haczyk: co piętnaście komentarzu, ten dzień będzie się przesuwał do tyłu. Czyli, jeżeli następny rozdział byłby zapowiedziany na np. 30.06, ale pod ostatnią notką będzie piętnaście komentarzy*, to rozdział pojawi się 29.06, jeżeli trzydzieści, to 28.06 itd. Fajne, prawda? :)
Więc zapraszam do komentowania i wyrażania swoich opinii. Jeżeli macie jakieś uwagi, czy zauważyliście jakiś błąd, to pisać! :)

Do następnego!

Kocham Was, moje mysie pysie!
Kukardka, xoxo

* Moje komentarze się nie liczą, spam (który usuwam) także. :)

P.S. Jeżeli umiesz robić zwiastuny, lub znasz osobę, która umie, to byłabym wdzięczna za kontakt. :)
Mail - natala.nowak@me.com
Gadu - gadu - 20936850

15 komentarzy:

  1. Jej. To było świetne. !
    Współczuje dziewczynie..
    Co do rozdziału to jest wspaniały. Jak zaczęła się ciąć w toalecie to aż mnie dreszcze przeszły. Krzywiłam się z obrzydzenia, ale i tak mi się spodobało. : )
    Byłabym zadowolona gdybyś jednak szybciej dodała ten następny rozdział bo nie wytrzymam. Bo kiedy widzę, że jest kolejny to na mojej twarzy pojawia się uśmiech i krzyk w środku: ,, Jest Nowy ! ''.
    To się rozpisałam.. Pozdrawiam ! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Supeeeer! Piszesz tak jak byś to wszystko doświadczyła. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajny rozdział :)
    Zaczyna się dziać ^^
    Czekam na kolejny. ;]
    Pozdrawiam, Ola ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jezusie!
    Zaczęłam to dziś czytać i...zamurowało mnie.
    Boże, jak Ktoś może mieć TAKI talent!
    To jest boskie, cudowne, majestatyczne(xD) i po prostu kjhbdfhjgyufgahuie..., że nie umiem sie opanowac i tylko myśle ''Jeszcze, jeszcze, jeszcze...'' - jakkolwiek to brzmi :D
    Książkę napisz, na pewno kupie :D
    Zaintrygowałaś mnie i tym sposobem zyskałaś nową cztelniczkę...MNIE! Hahaha. ;)

    Dangerous Darkness

    PS. Niestety nie umiem robić zwiastunów, ale mam świetną SPRAWDZONĄ stronkę, która może Ci go wykonać ;) A co najważniejsze nie trzeba na niego długo czekać ;D

    Link : http://thriller-of-story.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. matko boska! ale się narobiło ; o !
    ale oczywiście jest świetne <333
    musiałam przerywać czytanie gdy się cięła bo bylo mi nie dobrze i bolały mnie ręce.. no cóż mam dziwny organizm xd
    dziwi mnie zachowanie Louisa.. ale skoro dowiemy się potem to poczekam :D
    mam też nadzieję że Liz nie wróci do Matta ;)
    czekam na nn ; *

    iwanttodieforonedirection.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. dzień dobry. :)
    ten blog jest cudowny. i kiedy teraz patrzę na swoje opowiadania uświadamiam sobie jaka jestem mała. :c
    jesteś genialna! uwielbiam Cię <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Zaaarąbisty rozdział .. bardzo mi się podoba

    OdpowiedzUsuń
  8. Przepraszam, że tak późno. Przepraszam, przepraszam, przepraszam, ale byłam w Niemczech w Heide Parku, polecam. A co do rozdziału to genialny ! Uwielbiam twojego blooooga ! <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Kozo !!!!!!!!!!! Dawaj nowy rozdział bo Cię zamorduję ! Nie mogę się już doczekać <3
    Ja swój pewnie dopiero w piątek lub w czwartek napisze ;<

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo mi się podoba, tym bardziej że uwielbiam takie historie. Już nie mogę się doczekac następnego odcinka. Na pewno będę tutaj zaglądała i śledziła co dalej się wydarzy.
    Pozdrawiam.;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Rany... Chce mi się płakać... Serio bardzo przeżywam wszystkie takie historię, bo zdaje sobie sprawę, że one mogą mieć miejsce... To okropne :'(

    Liza xx

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdą szczerą opinię.
Kukardka, xoxo