środa, 19 czerwca 2013

Chapter five


Witam cukiereczki!
Rozdział dedykuję mojej jedynej i niezastąpionej Kamili. Duża, dziękuję Ci za te wszystkie rozmowy i pomoc. <3

Zapraszam Was na przewspaniałego bloga naszej Horanowej, który ma zdecydowanie za mało komentarzy! 
www.teczowemarzenia.blogspot.com

A teraz.... PRZED WAMI ROZDZIAŁ PIĄTY! :)

Enjoy! ;*




 

Jechałam czarnym autem Matta, w ciszy obserwując przesuwający się za oknem obraz. Licznik na desce rozdzielczej wskazywał dużo ponad dozwoloną prędkość, ale mój brat chyba się tym nie przejmował. Od początku drogi nie zamieniliśmy ze sobą ani jednego słowa, ale to akurat mi było na rękę. Czułam się upokorzona. Ci faceci... Tego wieczoru przyszło do mnie jeszcze trzech innych. Dopiero o drugiej trzydzieści nad ranem Matt raczył przyjechać i zabrać mnie z tego piekła. Rozmawiał jeszcze z kolesiem, który mnie pilnował. Nie słyszałam, co mówił, ale chyba był zadowolony, bo nie zrobił mi nic... niemiłego. 
Właśnie dojeżdżaliśmy do w pełni oświetlonego domu, w którym miałam spać. Wizja łóżka z wystającymi sprężynami nie uśmiechała się do mnie, ale Matt chyba nie planował kupić nowego. 
Weszliśmy do przedpokoju. Zostawiłam tam moje niezwykle wysokie szpilki, przy okazji chwaląc samą siebie w myślach za to, że ani razu się nie przewróciłam. Z małym uśmieszkiem na ustach odwróciłam się i pobiegłam do w stronę schodów, marząc jedynie o prysznicu. Chciałam zmyć zapach, a raczej odór tych bydlaków.
- Ej, księżniczko, gdzie idziesz? - Matt szarpnął mnie boleśnie za ramię, zanim zdążyłam uciec. - Jeszcze nie skończyliśmy, mała.
- Mała, to jest twoja pała! – krzyknęłam, patrząc mu głęboko w oczy.
- Och, zaraz się przekonasz, jak bardzo mylna była ta uwaga... - wyszeptał, po czym szybkim ruchem złapał mnie w talii.
- Zostaw mnie! Co ty robisz?! Jesteś popierdolo... - nie dane mi było skończyć, bo mój brat wepchnął mi do ust swój język. Otworzyłam szeroko oczy, a przerażenie wzrosło maksymalnie . Poczułam adrenalinę, która buzowała już w moich żyłach, dając chęci do walki. Rozwścieczona, najmocniej jak potrafiłam ugryzłam jego język, którym pieścił moje podniebienie. Poczułam, że uścisk jego wstrętnych łap się rozluźnia. Tyle mi było trzeba. Kopnęłam go w miejsce, gdzie słońce nie dochodzi i pobiegłam do swojego pokoju, po drodze rozwalając wszystko, co popadnie. Łzy już dawno skapywały po moich policzkach, utrudniając mi widzenie,  dlatego szybko je starłam. Zamknęłam drzwi swojego pokoju, szukając po omacku klucza. "Liz, głupku, przecież nie dał ci żadnego klucza, aż tak debilny to on nie jest! Chowaj się, bo zaraz pożałujesz, że się urodziłaś!". Henry, gdzie?! 

Okno...

Tak! Odpuściłam trzymanie drzwi i z zawzięciem wymalowanym na twarzy znalazłam się przy drugiej ścianie. Tutaj widok umożliwiały mi latarnie z ulicy, więc było lepiej, niż wcześniej. Słysząc kroki na schodach, otworzyłam okno na całą szerokość i stanęłam na parapecie. Kilka metrów w dół, chodnik na dole. Nie jest dobrze. "Nie wymiękaj! Skacz!". Tak! Już... Zaraz... Trzy... Dwa... Jeden...
- A gdzie księżniczka się wybiera? - poczułam oddech na swojej szyi i mimowolnie zadrżałam. 
Nie odpowiedziałam, tylko pewnie zrobiłam krok do przodu. Niestety, nie dane mi było spaść. Ręka Matta w ostatniej chwili zacisnęła się na moim biodrze. Zostałam brutalnie pociągnięta w dół, by upaść na ziemie. 
- Teraz to mi zrobisz dobrze... - zaczął kucać, z ciekawością patrząc na moje piersi. Jego ręka powędrowała do moich spodni, by odpiąć je i szybko, stanowczo za szybko je ze mnie ściągnąć. Nie, tylko nie to!
- Matt, błagam, zostaw mnie! Błagam, nie rób mi tego! Jesteś moim bratem, do cholery! - mój histeryczny krzyk z każdą sekundą nasilał się, przyprawiając mnie o ból gardła. - Nie! Błagam, proszę...

Gwałtownie podniosłam się na łóżku, mając niemy krzyk na ustach. "Liz, to był sen... Spokojnie". Henry, to nie był sen, to były wspomnienia, rozumiesz?! 
Powoli wstałam z łóżka, pamiętając o postawieniu najpierw prawej nogi, a dopiero później lewej. Byłam przesądna i to było widać na każdym kroku. Niestety. Wczoraj zasnęłam w ramionach tego mulata, a przynajmniej tak mi się wydaje, bo nie pamiętam niczego poza jego uspakajającym głosem. 
Nadal z trzęsącymi się dłońmi i przyspieszonym oddechem otwarłam drzwi, by po chwili stąpać po tych samych kafelkach, co poprzednio, mając uczucie deja vu. Znowu te same głosy dochodzące z tego samego miejsca, ja ubrana w wczorajsze ciuchy, które tym razem stanowiła luźna koszulka. No i znowu te same rany na nogach. Skrzywiłam się, przypominając sobie wczorajszą sytuację. Skoro już wiedzą, co się stało, to już chyba nie muszę się ukrywać... Prawda?
Niepewnie weszłam do kuchni, widząc pięć pochylonych głów nad stołem. Chwila, chwila... Co oni robią w takim kółku? Szybko ominęłam skrzypiącą deskę i bezszelestnie doszłam do stołu. Dobra, te kręcone kudły wszystko mi zasłaniają. Ale zaraz, coś tam miga... Czerwone, białe, zielone, jakieś ławki, Wieża Eiflla, kredki... Ej, chwila, wróć! Moja tapeta! Nie, no nie wierzę!
- Do kurwy nędzy, co wy robicie z moim telefonem?! - wydarłam się najgłośniej, jak umiałam. Szczerze, to nie zdziwiłabym się, gdyby Matt usłyszał mnie nawet stąd.
- Ooo, obudziłaś się... - mulat zaczął coś mamrotać, lekko przesłodzonym głosem. Zmierzyłam go wzrokiem mojej babci, a jak mówiłam, on naprawdę potrafił zabijać - N-nie denerwuj się. My tylko... Znaczy się... 
- Chcieliśmy zadzwonić do kogoś ci bliskiego, żeby powiadomić ich o tym, gdzie jesteś - loczkowaty wyręczył kolegę, a mi żyłka niebezpiecznie zapulsowała. Słysząc ten jego głos, który w tamtej chwili wyrażał jedynie znużenie, miałam ochotę wyprostować mu te jego kudły, a później ogolić do zera. - Dzwoniliśmy do mamy, taty, babci i kogoś o nazwie "Największy na świecie przyjaciel, najdroższy do końca życia - Lucas" - No tak, Luc sam się zapisał w książce telefonicznej... Jakby to powiedzieć, nie bał się komplementować siebie.
- Tsa i mogę się założyć, że nikt nie odebrał. Prawda, człowiekuktóryjestzdecydowaniezaskromny? - powiedziałam sarkastycznie.
- No... Nie. - tym razem był już milszy, a nawet wyczułam jakieś zakłopotanie. - Może wiesz dlaczego?
No nie, tego już za wiele! Nie dość, że zabierają sobie mnie i moje rzeczy tak po prostu, z ulicy, to do tego wpieprzają się w moje życie bez pozwolenia. Nikt, powtarzam, nikt nie ma prawa naruszać prywatności Ellizabeth Marmouget!
- Ty na prawdę myślisz, że ci powiem? - kiwnięcie głową w odpowiedzi. Serio? Serio?! - Ohoho, widzę, że ktoś tu jest zbyt pewny siebie! Ale wiesz co, przypominasz mi Lucasa. Irytujący, nieskromny, zadufany w sobie. Powiem ci, wiesz? - zaczęłam nawijać, jak jakaś psychopatyczna katarynka z tych horrorów. - Zostali uziemieni, dosłownie. Tak po prostu, z dnia na dzień. Tak sobie, przysypani zimną ziemią... Tak po prostu... - i znów się złamałam, zaczęłam okazywać słabość. Miałam tego nie robić! Ale ja tak bardzo za nimi tęskniłam...
Czując te cholerne zawroty głowy, szybko usiadłam na zimnej podłodze, w samym kącie. Może to wyglądało dziwnie, ale zawsze działało. Zamykałam się wtedy w moim małym świecie. Owinęłam przykurczone nogi ramionami i jak zawsze zaczęłam się kiwać w przód i w tył. Kiedyś czytałam, że dzieci z autyzmem robią tak, gdy są zdenerwowane. Co jak co, ale to pomagało, przynosiło ukojenie. 
- Odeszli, tak po prostu, bez pożegnania. Tak po prostu, bez słowa... - wybuchłam histerycznym śmiechem, płacząc przy okazji tak mocno, jak jeszcze nigdy. To wszystko było takie... ciężkie. Przytłaczało mnie, sprawiało, że nie mogłam się cieszyć z życia. Idealnie maskowało wszystkie dobre strony mojego istnienia, sprawiając, że chciałam umrzeć. 
Kątem oka widziałam rozmazane przez łzy twarze, które wyrażały troskę, ale nie tylko. Ci kolesie byli przerażeni. Zwyczajnie się mnie bali, myśleli, że wróciłam z jakiegoś wariatkowa. A może taka była prawda? Może powinnam iść do psychiatryka? Na samą myśl o tym, wybuchłam jeszcze większym śmiechem, nadal bujając się w przód i w tył, jednocześnie płacząc. Czułam, że moje życie wymyka się spod kontroli. Z każdym dniem słabłam, a jakaś magiczna siła zasłaniała mi coraz skuteczniej barwne i wesołe strony świata. Jesteśmy tylko pionkami w warcabach, a ja jak widać zostałam już zbita. Nie mam drugiej szansy, teraz muszę wylądować w pudełku.
- Wiecie, jesteście zabawni... A teraz przynieście mi jakieś spodnie. - zdołałam powiedzieć przez następne napady śmiechu, jednak widząc ich zdezorientowane twarze, przestałam, parskając jedynie co jakiś czas. Niestety, płaczu nie mogłam wstrzymać. - No co się tak gapicie? Przecież nie będę tutaj mieszkać do końca życia! No ruszać się!
- Nigdzie nie idziesz. Nie pozwolimy ci zamieszkać z twoim bratem - krótko ścięty brunet był, jak widać, dumny ze swoich słów, przez co nie mogłam powstrzymać śmiechu. Poczułam, że już dłużej nie wytrzymam. Płacz i poniekąd radość, a przynajmniej coś, co ją przypominało, to była mieszanka wybuchowa.
- A co wy, niańka moja?! Ruszcie dupy po te spodnie, pójdę z nimi albo bez! - krzyknęłam już całkowicie poważnie. Przez brak jakiegokolwiek ruchu z ich strony, dla odmiany wstąpiła we mnie złość. Debile jedni, myślą, że są panami tego świata. - Słuchajcie no, robaczki moje kochane, jeśli myślicie, że jestem wdzięczna za uratowanie mojego jakże zgrabnego tyłka, to jesteście w błędzie. Wolałabym zgnić w tym kiblu, niż siedzieć teraz na tej pieprzonej podłodze z waszymi twarzyczkami przed sobą - rzekłam spokojnie, przesłodzonym do granicy głosem. Jeszcze tylko uszczypnąć któregoś z nich w policzki i normalnie scena jak z hollywoodzkiego filmu! Na prawdę, oni działają mi na nerwy. Przecież dobrze wiem, że tak naprawdę mają mnie w gdzieś, więc dlaczego udają? Jeśli to żart, to mnie nie śmieszy...
Nie widząc najmniejszego nawet ruchu z ich strony, szybko wstałam i ignorując pieczenie skóry i czerwone już od krwi bandaże, ruszyłam w stronę drzwi, a przynajmniej gdzieś, gdzie myślałam, że się znajdują. Najpierw długi hol, o i proszę, są! W kącie zauważyłam moje podniszczone trampki, które czym prędzej założyłam. Co z tego, że jestem w samej koszulce, która ledwo zakrywa moje pośladki i nie mam gdzie iść? Do odważnych świat należy, prawda?
Spoglądając przelotnie na lustro, które niestety było tam zawieszone, z zapewne przerażaną na ten widok miną pociągnęłam za klamkę. Później jeszcze raz, ale drzwi ani drgnęły. Nadal spokojna na ślepo szukałam specjalnie zamontowanego "pomocnika", który umożliwiał otwarcie drzwi bez użycia kluczy. W moim domu od zawsze taki był, więc możecie sobie wyobrazić moje zdziwienie, gdy takowego nie napotkałam.
- Dobra, skończcie żarty i otwórzcie te drzwi – powiedziałam, odwracając się przodem do holu, jednak tam nikogo nie zastałam. "Czy oni są jacyś zacofani?". Nie wiem Henry, spytaj się ich.
Prawie biegnąc skierowałam się do pokoju, gdzie jeszcze przed chwilą siedziałam zapłakana w kącie, ale coś przykuło moją uwagę zanim dotarłam do pomieszczenia.
- Czy wy jesteście upośledzeni umysłowo?! Otwórzcie te cholerne drzwi, bo nie ręczę za siebie! – wykrzyknęłam, jak najgłośniej umiałam, przy okazji na nowo dławiąc się łzami. A oni co? Nadal nie wzruszeni grali w jakąś gierkę na xboxie. Zupełnie mnie zignorowali.
Wtedy stało się coś, czego się, szczerze powiedziawszy, nie spodziewałam. Mulat wstał z fotela i z bólem wypisanym na twarzy podszedł do mnie, po czym kciukiem starł moje łzy. Wtedy wybuchłam już na dobre płaczem, wprawiając w osłupienie wszystkich tu zebranych.
- To tak boli... - powiedziałam cicho - Ich już nie ma. Odeszli. A on... jego też nie ma. Odszedł razem z nimi - odwróciłam się tyłem i puściłam biegiem przed siebie, ale Zayn w ostatniej chwili złapał mnie w talii i przytulił od tyłu. - Zostaw, ja chcę umrzeć, rozumiesz?! Nie mam po co żyć!

I want to die

- Ciii, nie płacz, proszę - wyszeptał. - Nie pozwolimy ci odejść do tego tyrana, rozumiesz? Zostaniesz tutaj, a my się tobą zaopiekujemy. Tu będziesz bezpieczna - przyciągnął mnie do siebie, zamykając moje drżące ciało w uścisku. Moje oblicze zimnej suki wręcz wiło się z obrzydzenia i błagało, żebym go odepchnęła, żebym mu nie ufała. Jednak tym razem tę walkę wygrało serce. Może jeszcze nie przekonałam się do niego, a w szczególności do pozostałych chłopaków z tego domu, ale nie miałam nic do stracenia. Jak tylko przyszłabym do domu, Matt zapewne znowu zrobiłby to... to, a śmierć może na razie też nie była dobrym rozwiązaniem. "Dla rodziców, zrób to dla rodziców! Oni siedzą tam, na górze. Będą z ciebie dumni, nie możesz się stoczyć na dno!". Masz rację, Henry. Z całej siły przytuliłam się do chłopaka, wprawiając go, jak sądzę, w niemałe zaskoczenie. Na początku spiął się i wręcz nie oddychał, ale zaraz zaczął mnie kojąco głaskać po plecach, co chwilę całując w czubek głowy. Może nie będzie tak źle, jak myślałam? 
- A właśnie, Louis ma ci coś do powiedzenia - ciemnooki odsunął się delikatnie, tak, bym mogła zobaczyć paskowanego. Nadal trzymał mnie w pasie, co dawało mi poczucie bezpieczeństwa. Tak, właśnie tak - bezpieczeństwa. Sama się sobie dziwię...
- Posłuchaj... - chłopak przeczesał ręką włosy, zdradzając swoje zdenerwowanie. - Ostatnio mamy małe... problemy. Menager kazał ukrywać mój związek z Harrym i umawiać się dla pokazu z inną dziewczyną... J-ja, to znaczy, to wszystko wymyka mi się spod kontroli... Ja po prostu się pogubiłem. Przepraszam - wyjąkał, a ja byłam w niemałym zdziwieniu. Po pierwsze, kim oni do cholery są, że potrzebują menagera?! I on jest gejem?
- Ta, jasne, niech będzie - wymamrotałam. Co jak co, ale ja nie odpuszczam łatwo. - W ogóle, jak wy macie na imię i kim wy, kurwa, jesteście?
- Emm... To może po kolei. Jesteśmy One Direction, znanym na cały świat zespołem. Całkiem możliwe, że kiedyś o nas słyszałaś. - Rzeczywiście, coś mi się obiło o uszy. - Ja mam na imię Louis.
- Jestem Harry.
- A ja Niall!
- Jeszcze ja, Liam jestem. - chwila, chwila, zwolnijmy trochę. Ja nawet imion swoich kuzynów nie pamiętałam, a co dopiero ich... Oj, będzie ciężko.
- Mi mów Zayn - dobrze już znany mi głos wymruczał do ucha, przyprawiając mnie o gęsią skórkę. Cholera, co się ze mną dzieje?! - Teraz chodź, damy ci coś do ubrania i może zmienimy ten opatrunek.
Pokiwałam niemrawo głową, dopiero teraz czując, jak bardzo potrzebuję prysznica. Bo wiecie, świadomość, że właśnie przebywam wśród kolesi, dla których miliony dziewczyn chce się pociąć, była trochę przytłaczająca, a co nie rozluźnia bardziej, niż dawka gorącej wody?
Podążyłam za Zaynem na górę, do łazienki, jak sądzę. 
- No, tutaj znajdziesz wszystko, co ci potrzebne. - Już miał zamykać drzwi, ale w ostatniej chwili wyciągnął rękę z moim telefonem. Cholera, najchętniej bym się go pozbyła, ale już wystarczająco się skompromitowałam w tym domu. Grzecznie zabrałam go z jego dłoni, a wtedy już na dobre zniknął z mojego pola widzenia.
Gdy ściągałam ubrania, poczułam rozchodzący się po pomieszczeniu zapach dezodorantu Axe i właśnie wtedy odpłynęłam. Od kiedy pamiętam, kochałam kolesi, którzy go używali.
Z rozmarzonym wyrazem twarzy weszłam pod niemały prysznic. Ogólnie łazienka cała była dość duża, ale kremowe kafelki i brązowe meble nadawały ciepła. 
Oh, gorąca woda, tego mi było trzeba. Poczułam, jak każdy mięsień po kolei się rozluźnia, a mój umysł wraz z całym ciałem uspokaja się. To było coś niesamowitego, kochałam to uczucie. 
Chcąc nie chcąc, szybko przerwałam tę sielankę, przypominając sobie, że nie jestem u siebie i nie mogę pozwolić sobie na tak długie kąpiele. Sięgnęłam po, niestety, męski szampon, a następnie żel do mycia i już czułam się całkowicie czysta. Wychodząc, złapałam przygotowany prawdopodobnie specjalnie dla mnie ręcznik, który leżał na blacie, złożony w równą kostkę. Szybko wytarłam ciało, specjalnie omijając rany. Z bandaża kapała woda, ale zbytnio nie zwróciłam na to uwagi. Wtedy zorientowałam się, że nie mam ubrań. Koszulka leżała już w koszu na brudy, a poza tym i tak bym jej nie ubrałam. Nie chciałam zepsuć tego uczucia świeżości. Owinęłam więc ręcznik wokół ciała i, upewniając się jeszcze, czy na pewno jest dokładnie zawiązany, ruszyłam w stronę drzwi. Po drodze złapałam mój telefon. Moja dłoń spoczywała już na klamce, gdy komórka niespodziewanie zawibrowała. Szybko odskoczyłam do tyłu, zaskoczona jakąkolwiek wiadomością. Spojrzałam na wyświetlacz. Było to połączenie i do tego od nieznanego numeru. "Ej, to na pewno operator sieci, nie panikuj, tylko odbierz, bo się nie odczepi". Tym razem cię posłucham...
Nacisnęłam zieloną słuchawkę, czując, że moje odprężenie diabli wzięli.
- H-halo? - odchrząknęłam, gdy mój głos się załamał.
- Suko, gdziekolwiek jesteś, znajdę cię, pamiętaj! - z drugiej strony ktoś odezwał się z wyczuwalną irytacją. Zanim zdążyłam odpowiedzieć, Matt rozłączył się, zostawiając strach ze mną. 
Co to miało znaczyć? Jak chce mnie znaleźć i po co? Dlaczego mi nie da spokoju? On nie odpuści, ja to wiem. Nikt nigdy w naszej rodzinie nie poddawał się łatwo, mamy to we krwi.
Wypuściłam powietrze i telefon jednocześnie, a ten spadł z niemałym trzaskiem na podłogę. Nie tracąc czasu, już dawno zalana łzami podbiegłam do szafki. Skoro na dole były golarki, to tutaj też będą. BINGO! Wzięłam czarną maszynkę w dłoń. Na nadgarstkach był bandaż, więc szybko go rozwiązałam. O matko! Moja ręka była cała we krwi, nie mówiąc już o licznych śladach. Ale to dobrze, przynajmniej nie będę miała wyrzutów sumienia, że szpecę moje ciało, które tam wyglądało i tak wystarczająco odrażająco. No dalej, tak jak wtedy. Skierowałam ostrze na ranę, na nowo ją rozcinając. Krew lała się jeszcze bardziej niż ostatnio, spływając po moich udach i ręczniku. Następne nacięcie, kolejne. Wpatrywałam się w rękę, czekając na ulgę.
Już po chwili nic nie bolało, teraz ogarniał mnie spokój. To było jeszcze lepsze od prysznica, czy narkotyków, chociaż tego ostatniego jeszcze nie miałam okazji próbować, więc to są tylko moje domysły. 
Oparłam się o ścianę, czując tym razem przyjemne dla mnie zawroty głowy. Oczy zaszły mgłą, dając uczucie zniekształcenia wszystkiego wokół. Krew lała się po moich rękach, nogach, białym ręczniku, gdy postanowiłam zrobić kolejne nacięcie. Ostrze było zanurzone w mojej skórze i stopniowo jechało do góry, a wtedy niespodziewanie drzwi łazienki otworzyły się na całą szerokość. 
- O, przepraszam, myślałem, że już wyszła... - mulat urwał w pół zdania. - Kurwa!













Przepraszam, przepraszam, przepraszam, że tak późno! Miałam dodać jutro, ale skoro obiecałam, że będzie we wtorek, to dodaję we wtorek. Mam nadzieję, że się nie obrazicie, przez to, że jest już po 23:00. :(
Rozdział mógłby być lepszy. :/
Dziękuję z całego serca za komentarze, czytam je po kilkanaście razy dziennie, a i tak zawsze jaram się nimi tak samo mocno. Jesteście wielcy! <3
I mamy już prawie 2800 wejść, wierzycie?! Bo dla mnie nadal to jest sen... :3

MAM WAŻNE PYTANIE, bardzo Was proszę, niech każdy kto czyta tego bloga odpowie na nie w komentarzu. :)
Czy chcecie, żebym dodawała gify i muzykę do każdego rozdziału?

Za błędy Was bardzo przepraszam. :)
No i zapraszam do komentowania oczywiście! :*

Kocham Was, moje mysie pysie!
Kukardka, xoxo
  



I pamiętajcie:

15 komentarzy = rozdział dzień wcześniej 
(data dodania po prawej stronie, tam gdzie spis treści)




21 komentarzy:

  1. O !....o_o ....Jestem pierwsza..hehe
    Kocham, kocham i jeszcze raz kocham twoje opowiadanie.! <3
    Rozdział był po prostu świetny.
    Chyba nie wytrzymam. Błagam cię dodaj najszybciej jak możesz.
    Co do twojego pytania to mi jest to obojętne. Możesz dodawać, ale też nie musisz. Nie wiem jak inni.
    Pozdrawiam..: )

    OdpowiedzUsuń
  2. urwać w takim momencie?
    no wiesz.. ;p
    uwielbiam Cię ,i chcę następny rozdział. tu i teraz!
    hmm ,możesz dodawać. chociaż właściwie piszesz tak świetnie ,że nie potrzebuję niczego ,żeby upiększać Twoje opowiadania. :3
    Ściskam. ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie no po prostu super :D Tylko ona non stop się tnie :/ Jak ja nie lubię takich ludzi. No ale po za tym opowiadanie super!
    Katie xxx

    OdpowiedzUsuń
  4. Dlaczego ja dopiero teraz trafiłam na to opowiadanie?!

    Ale noo . bedę stałą czytelniczką !

    Wspaniały blog i ten rozdział. wg coś czuję między nimi coś iskrzy i dobrze:D Zayn jest w tym opowiadaniu taki opiekunczy ♥


    Zapraszam do mnie :
    zapomnianeslowa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Jejku kochanie ! Dziękuję !! <3

    A co do rozdziału - Jak zwykle nie mam słów. Jesteś niesamowita i po prostu kocham Ciebie jak i wszystko co robisz.
    Zayn szepczący do ucha --- Mmm to jest to ^^
    Ale niech ona w końcu przestanie się ciąć bo, aż mnie to zaczyna boleć !
    Już się nie mogę doczekać nowego rozdziału !
    Mam nadzieję, że wyślesz mi fragmenciki ;>

    Duża, Horanowa <3
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział super, warto było czekać :)
    Jeśli chodzi o muzykę to jestem ZA, zawsze muzyka mimo wszystko wprowadza w nastrój danego rozdziału. Mi to jak najbardziej pasuje:D

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej...Zostałaś nominowana do Liebster Award Blog.... Więcej informacji u mnie: http://badz-szczesliwa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. możesz dodawać gify i muzykę
    gify napewno!!!
    uwielbiam tego bloga
    przepraszam, że nie komentuje, ale wiedz, że to czytam
    masz wielki talent
    czekam na następny
    Monia ;**

    OdpowiedzUsuń
  9. świetny rozdział
    niemogę się doczekać następnego
    Oli

    OdpowiedzUsuń
  10. zajebiście piszesz!!!
    ;)
    Nati

    OdpowiedzUsuń
  11. właśnie znalazłam tego bloga i przyznam szczerze...
    JESTEM TWOJĄ FANKĄ!!!
    Kinga ^^

    OdpowiedzUsuń
  12. w takim momecie...?
    :(
    no, ale rozdział suuuuper!!!
    o^^o

    OdpowiedzUsuń
  13. Aaaaa!!! Dzięki mnie rozdział będzie wcześniej!!! Jeeeeeee!!!
    Kocham twojego bloga!!!
    Pati ^_^

    OdpowiedzUsuń
  14. dołączam twojego bloga do 'ulubionych' <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Dodaj już ten rozdział bo się nie mogę doczekać ! ;D

    OdpowiedzUsuń
  16. boski! *-* dodaj szybko nastepny! ;D

    OdpowiedzUsuń
  17. Hej :) Nominowałam cię do Liebster Award Blog!
    Więcej informacji na moim blogu :)
    www.world-of-holly-and-1d.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Jezu, maryja masz wielki talent do teraz nie mogę przestać płakać. Debil matt leeeee... kocham <3

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdą szczerą opinię.
Kukardka, xoxo