czwartek, 30 maja 2013

Chapter two




Rozdział dedykuję Martynie Styles, Nancy Tomlinson, Alicji Kamińskiej, oraz AgacieL_Official.


Pierwsze komentarze, pierwsze głosy w ankiecie. Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy! Może dla Was to niewiele, ale ja cieszę się jak dziecko. Czytam Wasze komentarze cały czas, bo wywołują wielkiego banana na mojej twarzy. Mimo, że to tylko kilka słów, dla mnie są one niezwykle ważne.

Dziękuję także Patrycji, Nelce i Martynie za dodanie się do obserwatorów. Mam nadzieję, że Was nie zawiodę!

Pamiętajcie, kocham Was!
Kukardka, xoxo



Wysiadając z samolotu, jak to ja musiałam się przewrócić. Bo jak inaczej? Chociaż to nie do końca moja wina, tylko tego przeklętego dziecka, które z nikąd pojawiło się przede mną. Wspominałam już, że nie lubię tych smarkatych istotek? Wiem, kiedyś byłam taka sama, ale na Boga, rodzice powinni pilnować swoich "pociech", zwłaszcza w takich miejscach jak lotnisko. Najgorsze jest to, że gdy leciałam do przodu przywaliłam ręką w blaszany kosz na śmieci. Jak można się domyśleć, dzięki temu chyba wszyscy usłyszeli, a później zobaczyli jak się przewracam. Na dodatek musiałam zbierać śmieci, która na moje nieszczęście się wysypały. Cudownie, prawda?
Po mojej przygodzie z koordynacją ruchową byłam już nieźle wkurzona. Natychmiast skierowałam się do wyjścia, czując na sobie wzrok tych przeklętych gapiów. Nagle poczułam szarpnięcie za rękę. Uznałam, że ktoś mnie próbował zatrzymać tylko w celu wyśmiania, więc nawet się nie odwróciłam. Chciałam się wyrwać, ale uścisk był mocny. Szamotałam się coraz bardziej. Wtedy usłyszałam JEGO głos. JEGO głos, na który czekałam tyle lat.
- Słońce, przestań już - powiedział łagodnie, jednoczeście zamykając mnie w swoim uścisku.
- Matt - zdołałam wyszeptać, wdychając jego zapach. Tak bardzo mi go brakowało.
Poczułam, że zaraz nie wytrzymam. Oczy zaczęły mnie niebezpiecznie piec, a w gardle poczułam tak dobrze mi znaną gulę. "Ej, Liz! Miałaś być twarda, prawda? Więc nie rycz i go nie przytulaj, debilu jeden! Przecież on cię ZOSTAWIŁ, zapomniałaś?" Eh.. Nie cierpię tego małego skrzata, który mieszkał w mojej głowie. Zawsze odzywał się nie w porę, a co gorsze zawsze miał rację. Tym razem niestety także. 
Czując nagły przypływ odwagi, znowu zaczęłam się szamotać, chcąc jak najszybciej opuścić jego ramiona. Na moje szczęście tym razem nie prostestował. Od razu odeszłam na bezpieczną dla mnie odległość. Połowa drogi za mną. Teraz pozostaje tylko spojrzeć w jego oczy. "No, Liz, nie będzię tak źle. Dasz radę! Trzy... Dwa... Jeden..."
Zniecierpliwienie. Złość. Pogarda?
Już od najmłodszych lat potrafiłam przejrzeć go na wylot, zawsze wiedziałam co czuje, bez słów. To dlatego tak świetnie się rozumieliśmy. Ale dlaczego teraz zobaczyłam TO w jego oczach? Do licha, powinnam w nich ujżeć troskę, zrozumienie, czy chociaż cholerne współczucie! Przecież nie wyjechał na długo. Co się zmieniło?
- Liz, ja rozumiem, że masz mi za złe to, co ci zrobiłem - zaczął znużonym tonem - Ale ogarnij się, nie mam całego dnia!
W tamtym momencie poczułam się samotna jak nigdy. Żadnego powitania, pocieszenia, nawet najmniejszej wzmianki o rodzicach! Przecież nie widzieliśmy się pieprzone sześć lat! To nie dwa dni! Chciałam rozszarpać go na strzępy, przysięgam. Przyjęłam groźną minę i postanowiłam działać. Już miałam robić krok w jego stronę, gdy zaczęło mi się robić ciemno przed oczami, a po chwili zobaczyłam bliżej niezidentyfikowane kształty. Chyba za dużo wrażeń jak na jeden dzień. "Siostro, jak się czegoś nie złapiesz, to będzie naprawdę źle!" No co ty nie powiesz?! Naprawdę, nienawidzę tego głosiku całym sercem. Ugh.. Jak by tego było mało pieprzony mózg postanowił dołączyć do zabawy, kręcąc światem dookoła mnie. Czując, że zaraz upadnę, musiałam się czegoś przytrzymać. Padło na przypadkowego przechodnia. Delikatnie przytrzymałam się jego ramienia, subtelnie oznajmiając, że coś ze mną nie tak. No dobra, nie delikatnie i nie jego ramienia. Upadłam wręcz na jego klatkę piersiową, jednocześnie wbijając paznokcie w biodra "wybranka". Wiem, zachowałam się jak idiotka, ale wtedy się tym nie przejmowałam. Po prostu zamknęłam oczy i schowałam dumę do kieszeni. Wolałam wygłupić się przed jednym chłopakiem, niż całym lotniskoem, bo zapewne gdyby nie napaść na niego, teraz leżałabym na kafelkach. Drugi raz. To za dużo, nawet jak na mnie. Ku mojemu zaskoczeniu, chłopak nie zaczął uciekać z krzykiem, tylko natychmiast puścił bagaż i chwycił mnie w talii. Czułam, jak jego pełne zdziwenia spojrzenie przeszywa mnie na wylot. 
- Kocie, co jest? - znowu szok. To nie mój brat wypowiedział te słowa, tylko chłopak, na którym właśnie byłam uwieszona. Już miałam odpowiadać, ale KTOŚ mnie uprzedził.
- Jej nic nie jest, pewnie udaje - zimny, szorstki głos. Inny. - Jezu, Ellizabeth możemy już iść?! 
Nie odpowiedziałam, jedynie mocniej wbiłam paznokcie w biodra chłopaka. Oj, będzie ślad. 
- Przyjechałaś teraz? - mogłabym słuchać jego głosu godzinami. Mimo lekkiej chrypy, był taki ciepły, spokojny. 
Gdy zorientowałam się, że słowa są skierowane do mnie, jedynie skinęłam lekko głową. Nie potrafiłam nic powiedzieć, byłam pewna, że zamiast słów, z moich ust wydobędzie się jedynie jakiś pomruk, lub co gorsza jęk. Już wystarczjąco się skompromitowałam. W ogóle co ja właśnie robiłam?! Przytulałam się do jakiegoś gostka, którego nawet nie znałam. Normalnie jak jakaś idiotka. "JESTEŚ idiotką, dopiero teraz to do ciebie dotarło?". Znowu on. I znowu ma rację. Nienawidzę go. 
Poluźniłam uścisk w celu odejścia, ale ku mojemu zaskoczeniu chłopak jeszcze bardziej przyciągnął mnie do siebie.
- Niech pan pójdzie po jej bagaż - gdy mówił, jego klatka lekko drżała, przyjemnie drażniąc moją skóre.
Było mi dobrze w jego ramionach. Czułam się taka bezpieczna.
- No mała, już go nie ma. Otórz oczy, proszę - dopiero teraz dotarło do mnie, że chłopak mnie już nie przytula, tylko trzyma za ramiona, tak delikatnie, jakby się bał, że zaraz rozbiję się na tysiące kawałeczków, jak porcelanowa lalka.
Jedno oko, drugie oko. Nie tak źle, przyjaciele-mroczki zniknęli. Gdy obraz zaczął się wyostrzać, zobaczyłam przed sobą twarz. Oczy. Zielone, piękne. Miały taką głębie, jakby kolejne warstwy, które trzeba odkrywać, by ujrzeć dno. Były blisko. Za blisko.
Odruchowo cofnęłam się do tyłu, modląc się, by zawroty głowy się nie powtórzyły. Na moje szczęście nic takiego się nie stało. Teraz miałam przed sobą całą sylwetkę chłopaka. Ciemne loki, które delikatnie opadały na jego czoło, aż prosiły się o zanurzenie w nich ręki, a pełne usta wyglądały, jak by były wręcz stworzone do całowania. Jeszcze te dołeczki... Chwila, chwila... Czy ja właśnie przygryzłam wargę?! Matko i córko, co się że mną dzieje?! "Liz, zachowujesz się jak napalona nastolatka, która zauwarzyła mega ciacho na dwunastej... Dorośnij!!". Dobra skrzacie, tym razem się z tobą zgadzam. Swoją drogą, może dam ci jakoś na imię? Sebastian, czy Henry...
- Kocie, w porzątku? - wydawał się... Zmartwiony?
- Tak - szepnęłam - Dziękuję - dodałam ciszej, prawie bezgłośnie.
Chcąc nie chcąc, musiałam znowu spojrzeć mu w oczy. To był błąd. Nie powinnam tego robić. Zatraciłam się w nich. Nie widziałam już nic innego, tylko je. Pozwoliłam, by chłonęły całą mnie, moją duszę, moje ciało. Chciałam patrzeć w nie godzinami, każdego dnia. Każdego dnia odkrywać nowe tajemnice, każdego dnia...
- Kurwa, Liz, rusz dupę, bo jak Boga kocham, nie ręczę za siebie! - mimowolnie wzdrygnęłam się na jego słowa. Już miałam się odwrócić i zrobić to co chciał, ale właśnie w tamtym momencie, uświadomiłam sobie trzy rzeczy. Primo, rozmawiałam z Mattem po francusku, więc nie zapomniał o korzeniach. To dobrze. Secundo, chłopak, który mi pomógł mówił do mnie po angielsku, a ja go zrozumiałam i co więcej odpowiedziałam. Niby miałam te pięć godzin tygodniowo lekcji angielskiego w szkole, ale zawsze sądziłam, że gdy stanę twarzą w twarzą z tym językiem to sobie nie poradzę. Może jednak nie byłam taka beznadziejna, jak mi się wydawało.. Tertio, do loczkowatego właśnie podbiegły trzy dziewczyny prosząc o autograf i zdjęcie. Dobra, to jest mega dziwne. Ja rozumiem, że jest przystojny, ale bez przesady. Ehh.. Co się na tym świecie wyprawia...
Gdy do Loczka zaczęły podchodzić kolejne nastolatki, uznałam, że powinnam już iść. Może i byłam ciekawa, czym one się tak ekscytują, ale Matt był już chyba na skraju załamania nerwowego. Jeszcze spojrzałam przelotnie na twarz chłopaka, która ku mojemu zaskoczeniu była zwrócona do mnie i wyrażała troskę, poczym odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę brata, który trzymał w ręku bagaż z moimi rzeczami. Czułam się winna, że się nawet nie pożegnałam, ani nie przedstawiłam, ale i tak nie zdołałabym się przepchnąć przez sporawy już tłumek.
- Matt, skąd wiedziałeś, że to moja walizka? - mój głos brzmiał dziwnie spokojnie.
- Jest podpisana - warknął, a ja zrobiłam facepalm'a w myślach. "Ellizabeth, ty idiotko, myślenie nie boli!"


Gdy samochód się zatrzymał, czym prędzej z niego wysiadłam, czując, że robi mi się niedobrze. Nigdy nie znosiłam jazdy autem. Coś okropnego! Zrobiłam kilka głębokich wdechów i na szczęście poczułam, że mdłości ustają. Szybko przeszłam dookoła auta, do bagażnika, po czym wyjęłam mój dość duży bagaż, przy okazji zrzucając go na moją stopę. Pisnęłam z bólu, walizka ważyła ponad dwadzieścia kilo. "Nie pokazuj mu słabości!". Henry, dziękuję! Ten ciołek nawet się nie pofatygowal się mi pomóc! W tamtym momencie smutek i żal zniknęły całkowicie, a wstąpiły we mnie złość i rozczarowanie. Zwątpiłam nawet, czy aby na pewno jestem z nim spokrewniona. Zero podobieństwa. No, może poza niebieskimi oczami, blond włosami i wystającymi kośćmi policzkowymi. Szczegóły...
- Słońce, klucze masz pod wycieraczką. - zaczął głosem przepełnionym kpiną - I pamiętaj, jeżeli dotkniesz czego kolwiek, pożałujesz tego! Możesz wchodzić tylko do swojego pokoju i łazienki. 
Złość rosła i rosła, nie czując umiaru. Jak on śmiał tak do mnie mówić! I jeszcze to jego "pożałujesz tego", już się boję! Czując, że zaraz wybuchnę, czym prędzem podeszłam do okna od strony kierowcy, które na szczęście było otwarte.
- Słuchaj no! - krzyknęłam, będąc zaledwie pare centymetrów od jego twarzy - Jeszcze raz nazwiesz mnie słońcem, to ci nogi z dupy powyrywam i powieszę na drzwiach!
Widziałam zdenerwowanie na jego twarzy. "No, Ellizabeth, masz przechlapane!".
- Suko, nie odzywaj się tak do mnie, rozumiesz?! - chwila, jak on mnie nazwał?! Już miałam odciąć się jakąś ripostą, gdy poczułam, że zaczyna mnie piec policzek. Ten bydlak mnie uderzył! I do tego wcale nie tak lekko, ślad zostanie na długo. Moja chęć wydarcia się na niego zniknęła, zostało tylko zdziwienie i przerażenie. Stałam tak z otwartą buzią i zapewne czerwonym policzkiem, czekając na dalszy przebieg wydarzeń. Myślałam, że mój własny BRAT mnie za to przeprosi, będzie mu wstyd. Nic podobnego! On tylko zmierzył mnie wściekłym spojrzeniem i odjechał z piskiem opon. Swoją drogą, dopiero teraz zauważyłam, że za mną stoi ogromna, żelazna brama. Muszę przyznać, robiła wrażenie.

Gdy czarne BMW zniknęło mi z oczu, od razu zaczęłam masować obolały policzek. Jak on śmiał?! Byłam jego siostrą! Przecież nic mu nie zrobiłam. Prawda?
Po chwili postanowiłam wejść do budynku, który od dzisiaj miał się nazywać moim domem. Ku mojemu zaskoczeniu, nie była to mała chatka z ogródkiem, tylko ogromna willa z basenem. Normalna nastolatka w tym momencie dodałaby jego zdjęcie na twitter'a, z dopiskiem "Lovvvciam cię braciszku! ;*". Jak to dobrze, że byłam odporna na takie rzeczy.
Z obojętną miną podeszłam do drzwi. Wyciągnęłam klucz spod wycieraczki, po czym przekręciłam go w zamku. Drzwi z cichym kliknięciem odskoczyły, a ja zamarłam. Wnętrze było urządzone bajecznie. Ściany były koloru kawy z mlekiem, a na nich wisiały ogromne panoramy miast. Podłoga była dość nietypowa, bowiem stanowiły ją ciemne kamyczki przykryte szkłem. Do tego całość była podświetlana lampkami LED. Miał gust chłopak, oj miał. "Frajer..."
Postawiłam walizkę w korytarzu, a następnie zdjęłam buty. Jako, że było lato, nie miałam na sobie kurtki, więc od razu mogłam iść zwiedzać. Robiąc pierwszy krok, usłyszałam burczenie, które dochodziło z mojego brzucha. "To może najpierw złożymy wizytę lodówce...". Tak, zdecydowanie. 
Idąc przez hol, kompletnie nie wiedziałam, gdzie powinnam się skierować, by zaspokoić głód. Postanowiłam wejść do każdego pomieszczenia, pomimo zakazu brata. Już po chwili zauważyłam pierwsze drzwi. Podeszłam do nich i nacisnęłam klamkę. "Dobra, to jest dziwne..". Henry, całkowicie się z tobą zgadzam. Przeszłam parę metrow dalej, do następnego wejścia. Później do kolejnego i jeszcze kolejnego. Z każdym następnym krokiem, przerażenie podwajało się, przyprawiając mnie o ból głowy.
- Co jest, do cholery?!




Spieprzyłam. Wiem, bardzo Was za to przepraszam! Obiecuję, że następny rozdział będzie o niebo lepszy! Już nastawiłam się na krytykę, więc nie krępujcie się. Chciałabym przeczytać szczere opinie. :)
A teraz życzcie mi powodzenia, bo jutro mam test do szkoły. Od niego zależy, czy będę mogła tam chodzić i jestem MEGA zdenerwowana!

Do usłyszenia!!
Kukardka, xoxo


CZYTASZ = KOMENTUJESZ

7 komentarzy:

  1. uwielbiam, uwielbiam <3
    ten styl pisania i fabuła <3
    może i jest dużo blogów opisujących problemy rodzinne dziewczyny lub coś podobnego, ale mało jest takich, które potrafią mnie zaczarować *.* a przyznam, ze jestem wybredna. Ten blog to takich należy!
    życzę weny kochana i powodzenia na tym teście :D

    jeżeli chcesz możesz wpaść do mnie, ale nie nalegam bo nie lubię się kompromitować przed takimi talentami ;D
    iwanttodieforonedirection.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, zarumieniłam się! ;)
      Strasznie miło mi jest czytać takie słowa. Wiem, że na razie blog nie jest zbyt oryginalny, ale niedługo nastąpi przełom. :) Jeszcze później dojdzie one direction, ogółem akcja się rozkręci. :)

      I mi tutaj takich tekstów nie rzucaj! Pamiętaj, jesteś najlepsza, we wszystkim! Jak będę miała chwilkę to na pewno zajrzę i jestem pewna, że to ja okażę się beztalenciem w porównaniu do Ciebie!

      Dziękuję za miłe słowa :*

      Kukardka, xoxo

      Usuń
  2. SUPER! *.* błagam cie! dodaj szybko bo sie już nie mogę doczekać! :DDDD

    OdpowiedzUsuń
  3. Swietny rozdzial dopiero zaczynasz a opowiadanie juz jest mega ciekawe wow jestes genialna! x

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne opowiadanie. Najlepsze jest to, że nie można przewidzieć co się wydarzy w następnym rozdziale. Czytałam to z wielką chęcią. Dodam cię do polecanych na http://www.world-of-holly-and-1d.blogspot.com/ Czekam na następny! ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. krytykę? xd
    proszę Cię, nie rozśmieszaj mnie.
    to opowiadanie jest cudowne i żałuję, że dopiero teraz zaczęłam je czytać, ale już wszystko nadrobiłam i teraz pozostało mi czekanie na kolejne rozdziały.
    naprawdę jest niesamowite. :)
    i nie mów, że spieprzyłaś, bo wcale tak nie jest. O.o

    OdpowiedzUsuń
  6. Aleś ty głupia. Piszesz genialnie i niczego nie spieprzyłaś. Jak tylko będę miała więcej czasu to przeczytam resztę.
    can-anybody-help.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdą szczerą opinię.
Kukardka, xoxo