piątek, 31 maja 2013

Chapter three



CZYTASZ = KOMENTUJESZ


Przeszłam parę metrów dalej, do następnego wejścia. Później do kolejnego i jeszcze kolejnego. Z każdym następnym krokiem, przerażenie podwajało się, przyprawiając mnie o ból głowy.
- Co jest, do cholery?!

Wszystkie drzwi były zamknięte, a gdy próbowałam je otworzyć, nawet nie drgnęły. Nie wierzyłam, że Matt mógłby zrobić coś takiego. Przecież ja nie jestem jakimś zwierzęciem, które trzeba zamykać w klatce! Byłam nieźle przestraszona, jednak w głębi duszy miałam nadzieję, że to tylko kawał, że mój kochany braciszek, który zawsze bawił się ze mną lalkami, chciał mi zrobić niespodziankę i zaraz wyskoczy zza drzwi z tortem powitalnym.
Niestety szara rzeczywistość była... prawdą.
Gdy obeszłam cały parter, zrezygnowana zauważyłam schody. To była moja ostatnia nadzieja. Pełna obaw, powoli, schodek za schodkiem szłam po drewnianych stopniach. Musiałam się przytrzymać barierki, ponieważ czułam, że z każdym kolejnym krokiem moje siły się osłabiają, a ja zaraz upadnę. Wtedy nastąpił przełom. Jak oparzona pobiegłam przed siebie, nie zwracając uwagi nawet na kudłaty dywan na podłodze w korytarzu, który od zawsze tak bardzo chciałam mieć w swoim domu.
Bowiem ujrzałam otwarte, białe drzwi. Już z daleka widziałam, że kryje się za nimi pokój z purpurowymi ścianami. Wbiegłam tam jak najszybciej, przy okazji uderzając ręką o futrynę drzwi. Poczułam promieniujący ból, który nasilał się z każdą chwilą. Na chwilę zatrzymałam się, krzywiąc usta w grymasie. "Liz, nie wymiękaj!". Henry, mógłbyś mi pomóc, a nie tylko te pieprzone gadki mi wciskać! Chociaż nie, przepraszam. Masz całkowitą rację. Jeszcze kilka kroków i będę w pokoju, tam znajdę klucz do tych wszystkich drzwi na dole. Pójdę do kuchni, wyciągnę apteczkę i opatrzę nadgarstek. Tak, zdecydowanie!
Już z dużo lepszym humorem szybko przebyłam odległość między mną, a drzwiami. Popchnęłam je, by otworzyły się jeszcze szerzej. 

Czuję, jakbym była duchem bez ciała. Cała nadzieja że mnie wyparowała. Teraz muszę czekać. Czekać na zbawienie.

Gdy ujrzałam ten pokój, zaparło mi dech w piersiach. Niestety nie w wyniku zachwytu, a bardzo tego pragnęłam. Pokój był... skromny. Tak, to chyba dobre określenie. Fioletowe ściany były tylko złudzeniem, że okaże się pięknym królestwem. Moim królestwem.
Na wprost mnie znajdowało się okno z widokiem na ruchliwą ulicę. To ono wpuszczało chodź trochę światła do tego ponurego miejsca. Po prawej stronie było łóżko, które wręcz krzyczało "jestem nie wygodne, nie siadaj, bo będziesz żałował!", oraz mała szafa, pokryta białym lakierem. Natomiast po lewej stronie stało brązowe biurko z krzesłem, z którego wychodziła żółta pianka. Pod sufitem wisiała żarówka, wtedy wyłączona. Poczułam napływające do oczu łzy. "To nie może być prawda. Przecież Matt mnie kocha, nie pozwoliłby mi żyć w takim pokoju". Tym razem to nie Henry wypowiedział te słowa, tylko ja sama. Ja sama pozwoliłam, by zaatakowały moje myśli, by szumiały mi w głowie. To ja chciałam się obudzić w swoim pokoju, z dala od londyńskich korków, oraz czerwonych, dwu piętrowych autobusów. Chciałam być w bajecznym Paryżu, mieć świadomość, że za ścianą są moi rodzice, którzy w każdej chwili mogą mi pomóc. Chciałam. 
Moje rozmyślenia przerwało ponowne burczenie brzucha. Szybko starłam łzy z policzków, po czym wyszłam z pokoju. "Ej, na pewno ci zostawił coś do jedzenia. Przecież nie jest tyranem". Jasne Henry, a ty w cale nie jesteś denerwujący. Przecież widziałeś na co go stać, równie dobrze mógłby mnie zamknąć w więzieniu, bez mrugnięcia nawet!
Od razu skierowałam się w przeciwną stronę niż schody. Tutaj hol wyglądał podobnie jak na parterze: białe drzwi, wszystkie pozamykane. Kremowe ściany z przepięknymi obrazami. Jedynie podłoga się zmieniła; kamyki i szkło zostało zamienione na ciemne panele, z wyglądu przypominające drewno. Tak jak się spodziewałam, wszystkie "wrota" były pozamykane na klucz. Teraz stałam przed ostatnimi, najbardziej oddalonymi. Delikatnie nacisnęłam klamkę, czując, że nadzieja zniknęła całkowicie. Jednak ku mojemu zaskoczeniu drzwi odskoczyły. Z zaszklonymi oczami popchnęłam je lekko. Wtedy moim oczom ukazała się łazienka, urządzona w podobnym stylu co mój nowy pokój. Odrapane ściany, wanna pokryta rdzą i zniszczona ubikacja. Jedynie umywalka wyglądała normalnie. 
Szczęśliwa, a zarazem przerażona odkryciem nowego pokoju, pozwoliłam sobie postrzelać palcami. To od zawsze mnie uspokajało. Czułam wtedy lekki ból, połączony z uczuciem ulgi. Niestety, tym razem to nie podziało, jedynie syknęłam, gdy wygięłam mój uszkodzony nadgarstek. 
Głód zwiększał się z każdą sekundą. Postanowiłam wnieść bagaż na górę, by znów nie podpaść Mattowi. Gdzieś głęboko w mojej podświadomości, bałam się go. Niejednokrotnie widziałam filmy, gdzie właśnie tak zaczynały się przyozdobione w krew molestowania i walki. "Tylko pięć miesięcy. Potem stąd wyjedziesz. Na zawsze". Henry, przez te pięć miesięcy muszę coś jeść, a mojemu bratu chyba nie śpieszy się do robienia mi jakichkolwiek przyjemności, więc z łaski swojej, zamknij się i pozwól mi użalać się nad sobą!
Wściekła pobiegłam na dół, po czym przywlokłam torbę do pokoju. Usiadłam na zniszczonym łóżku, na co ono wydało jęk pełen bólu. "Dobrze cię rozumiem...".

Kolejną już godzinę, a może minutę siedziałam i gapiłam się w ścianę. Najchętniej poszłabym na miasto, bo głód stał się już nie do zniesienia, ale niestety, nie miałam ani grosza przy duszy. Dodatkowy problem stanowiła moja orientacja w terenie. Odkąd pamiętam gubiłam się gdzie popadnie, nawet w moim znanym, rodzinnym mieście. Zawsze musiałam się pytać o drogę przechodniów, bo mój telefon był ciągle rozładowany. Teraz, w Londynie, w ogóle go nie miałam. Dlaczego? Sama nie wiem.. Zgubiłam go gdzieś pomiędzy wyjściem z samolotu, a dojściem do "domu". Jeszcze gdy leciałam, słuchałam muzyki, więc tam na pewno nie został. Muszę przyznać, nie płakałam nad nim za bardzo. Teraz i tak nie miałabym do kogo dzwonić, więc może to i lepiej, że nie miałam go przy sobie.
Moje rozmyślenia przerwał odgłos otwieranych drzwi wejściowych. Wydały z siebie charakterystyczny, głośny jęk, który już poznałam, powiedziałabym, aż za dobrze.
- Cholerna suka.. Zachciało jej się pozowania! - krzyk Matta rozniósł się po całym domu - Liz, na dół! Zresztą, siedź na dupie, sam do ciebie przyjdę.
Co robić, co robić?! Chciałam uciec od tego wszystkiego, od NIEGO. Niestety, jedyne wyjście, jakie miałam wtedy do dyspozycji, było stanowczo za wysoko, a do tego kończyło się twardym betonem. Szkoda, że na filmach nigdy nie było takiej sytuacji, w jakiej byłam wtedy.
Gorączkowo rozglądałam się na wszystkie strony. Drzwi nie miały klucza, więc zamknięcie ich nie wchodziło w grę. Do łazienki nie zdążyłabym dojść przed jego przyjściem. Chcąc nie chcąc, musiałam siedzieć w moim pokoju. Czując, że moje serce zaczyna niebezpiecznie szybko bić, a w żyłach zaczyna buzować adrenalina, z szeroko otwartymi oczami usiadłam w najdalszym kącie, szczelnie oplatając kolana moimi chudymi rękami. Dobrze wiedziałam, że niewiele mi to da, jednak taka skulona czułam się bezpieczniej. 
Matt szybkim ruchem otworzył drzwi, pozwalając, by odbiły się od ściany. Na mój widok parsknął śmiechem, przepełnionym złością i kpiną.
- Kurwa, siostro, co ty znowu odpierdalasz?! - zaczął wbijając twarde spojrzenie w moją osobę - Dobra, nawet nie odpowiadaj. Lepiej mi powiedz, czy wiesz, gdzie pracuję?
Słysząc, że trochę się uspokoił, minimalnie się rozluźniłam. Wzrok miałam wbity w podłogę. Chciałam go zignorować, wywrócić oczami i z wyższością wyjść z pokoju, jak to miałam w zwyczaju, jednak coś mi mówiło, że w mojej sytuacji lepiej być posłusznym. 
Zdobyłam się na lekkie kiwnięcie głową, tym razem szukając czegoś ciekawego w ścianie znajdującej się na przeciwko mnie. Brat westchnął cicho, po czym siadł na zniszczonym krześle.
- Powiem ci. Bo niby dlaczego nie? - w tamtym momencie uśmiechnął się cwaniacko - Prowadzę burdel, jeśli wiesz o co mi chodzi. Jednak ja w nim nie przebywam, to nie moje progi. Mam swoje biuro na drugim końcu miasta, moim zadaniem jest szukanie nowych gwiazdek. 
W jego głosie wyczułam coś dziwnego, jakby dumę. Nie mogąc uwierzyć w to co słyszę, zamknęłam oczy i jak zwykle, gdy się denerwowałam, przygryzłam wargę. Tylko, że teraz to nie przypominało seksownego odruchu. Tak mocno wbiłam w nią zęby, że poczułam metaliczny smak krwi w ustach.
- Suko, patrz jak do ciebie mówię! - wysyczał, materlizując się przede mną - Będziesz dla mnie pracować. Jednej z dziwek zachciało się być modelką, ty ją zastąpisz. Nie będę cię utrzymywał. Koniec luksusów, rozumiesz?
Nadal nie otwierając oczu, wsłuchiwałam się z te przerażające słowa, które przed chwilą wypowiedział ledwie słyszalnym szeptem. Nie będę dziwką. Nie będę.
- Bitch... Wiesz co to znaczy, prawda? To twoja pierwsza lekcja języka angielskiego, kochanie - jego wargi delikatnie muskały mój płatek ucha, przez co mimowolnie się wzdrygnęłam - Nie bój się, na pewno tam znajdziesz nowych przyjaciół. To będzie twój świat, rozumiesz?
Pojedyncza łza dotknęła mojego policzka. Chciałam ją zetrzeć, jednak Matt mnie uprzedził. Delikatnie muskał mój policzek, najpierw opuszkami palców, później już odważniej, całą dłonią. Poddałam się tej pieszczocie, wierzyłam, że pod tą maską nienawiści jest ukryty mój kochany braciszek. Chwilę później, poczułam, że ręka odrywa się od mojej skóry. Chciałam więcej, pragnęłam, by nigdy nie przestawał. Niezadowolona uchyliłam lekko powieki. W tamtym momencie moja skóra znów zetknęła się z jego. Tym razem jednak nie poczułam tego przyjemnego uczucia, jakby kojenia mojej skóry, a odwrotnie. Znów to samo szczypanie, to samo... Uderzył mnie. Już nawet mnie to nie ruszyło. Popatrzyłam tylko pustym wzrokiem w jego niebieskie tęczówki. Obraz się rozmył, a pojedyncze łzy już płynęły na spotkanie z moimi spodniami. A on... A on uśmiechnął się do mnie i jak gdyby nigdy nic wstał, po czym swobodnym krokiem udał się do wyjścia. Mogło by się wydawać, że to już koniec, że teraz da mi spokój. Jednak on  przed samymi drzwiami odwrócił się i z zadowoleniem na twarzy wysłał mi całusa w powietrzu.
- Kocie będziesz świetna - powiedział - Ach, no tak, zapomniałbym! Zaczynasz dzisiaj, za godzinę. Zaraz przyniosę ci wdzianko i jedziemy.
Klasnął w dłonie i już go nie było. A ja zostałam sama.
Będę dziwką. Dziwką. "Poprawka - my będziemy". Henry, pieprz się! "Już niedługo..."

Siedziałam na skórzanym fotelu, czując, że łzy znowu chcą się pokazać światu. "Głupia, głupiutka Liz.. Rób, to co masz robić, to da ci spokój." Racja. Ponownie przyjęłam maskę z seksownym uśmiechem na twarz, wyprostowałam się, po czym założyłam nogę na nogę, pozwalając, by inni mogli ujrzeć koronkowe stringi, ukryte pod stanowczo za krótką, krwisto czerwoną sukienką. Matt powiedział, że jeżeli to założę, to da mi obiad. Wiem, okrucieństwo. Ale co miałam zrobić? Miałam wrażenie, że mój żołądek zjada sam siebie, nie wytrzymałabym dłużej. Zgodziłam się. Zgodziłam się na wszystko. Przez to musiałam siedzieć w tym przesiąkniętym dymem papierosowym, pełnym napalonych facetów miejscu. Jednak postanowiłam, że nie będę się sprzedawać. Nie pozwolę, żeby jakiś obskurny typ rozdziewiczył mnie w takim miejscu jak to.
Jedynym plusem w tym wszystkim było to, że jeżeli jakiś typek da mi kase, to mogę ją zatrzymać, bo oni płacili na wejściu. Muszę przyznać, że nie był to mały klub. Był co najmniej wielkości sporej hali, wystrojony bardzo elegancko. Zewsząd można było ujrzeć fioletowe i różowe światła, a obite czarnym, miłym w dotyku materiałem fotele, aż się prosiły, by na nich usiąść. Klub miał dwie strefy: zwykłą i dla vip'ów. Gdy byłam w szatni i przygotowywałam się do wyjścia, słyszałam rozmowę dwóch, także nowych pracownic. 

- Dafne, myślisz, że dadzą nas później do VIP'ów? - wysoka blondynka z ogromnym biustem wpatrywała się tępo w koleżankę.
- Żartujesz? Tam trafiają najlepsze, nie mamy szans! - na jej ustach zagościł cwaniacki uśmiech - No, chyba, że przekonamy szefa.
Dziewczyny się zaśmiały i seksownym krokiem zwróciły się do pokoi, gdzie czekali klienci.

Mimo wszystko chciałam dobrze wypaść. W końcu jeżeli zdobędę odpowiednią sumę pieniędzy, będę mogła stąd wyjechać.
Cierpliwie czekałam, z każdą chwilą wczuwając się coraz bardziej. Uznałam, że dzisiaj będę tą Ellizabeth, którą byłam kilka dni temu. Bo może jeszcze tego nie wiecie, ale połowa osobników płci przeciwnej z naszej szkoły, łącznie z nauczycielami, była we mnie zapatrzona jak krasnal w złoto. Oni myśleli, że ja tego nie widzę, dobre żarty. Co ważniejsze, robiłam to specjalnie. Potrafiłam ubrać rzecz, która nie odsłaniała niczego, bo tak ubierać się nie lubię, ale jednocześnie wyglądać bardzo seksownie. Z perspektywy czasu widzę, że to głównie dlatego nie miałam żadnych przyjaciółek. Po prostu mi zazdrościły. 
"Kocico, ktoś się zbliża! Daj z siebie wszystko!" Razem z Henrym, w tym samym momencie zauważyliśmy przystojnego, dobrze zbudowanego bruneta zmierzającego w moją stronę. Wzrok miał utkwiony w moje piersi, które prawie wylewały się z sukienki. Zmierzyłam go od stóp do głów i wyćwiczonym ruchem przygryzłam wargę. Zastanawiałam się, co robi w takim miejscu. Przecież mógłby mieć każdą. Chociaż, na co ja narzekam? 
Nawet z tej odległości widziałam wypukłość w jego spodniach. Pewnie wcześniej był przy striptizerkach. Jedyne, co powiedział mi właściciel klubu, to żebym tu siadła i się nie ruszała z miejsca. Jak będą chcieli, sami przyjdą. No i chyba miał racje.
Niebieskooki chłopak, na oko dwudziestoletni, szybkim krokiem podszedł i pochylił się nade mną. Nawet nie raczył nic powiedzieć, tylko od razu wbił się w moje usta. Siedziałam tam i nie wiedziałam co mam zrobić. "Chcesz te pieniądze czy nie? No właśnie, więc zapomnij o wszystkim i bądź sobą - seksowną suką, która zdobędzie każdego!" Masz rację. Od razu zaczęłam z zachłannością oddawać pocałunki. Pociągnęłam go za rękę, a sama wstałam. Takim sposobem teraz on siedział na fotelu, a ja usadowiłam się na nim okrakiem. Czułam od niego woń alkoholu, chyba wódki. Nie przeszkadzał mi ani trochę. Wręcz przeciwnie - świadomość, że jutro nie będzie niczego pamiętał, dawała mi wielkiego kopa w dupę.
Mój nowy przyjaciel chyba nie lubił próżnować. Gdy tylko zarzuciłam ręce na jego szyję, zaczął masować moje pośladki. Ciągle myśląc o banknotach, które zapewne ma w kieszeni, zaczęłam delikatnie ruszać biodrami. Chłopak wydał z siebie jęk, prosto w moje usta. Mimo wszystko, dało mi to jakąś chorą satysfakcję. Nie przestając ruszać miednicą, odchyliłam głowę do tyłu, dając mu do zrozumienia, że mi też ma dać chodź trochę przyjemności. Chyba zrozumiał o co mi chodzi, bo już po chwili czułam jego usta robiące mi malinkę na obojczyku. Tym razem lekkie sapnięcie wydobyło się z moich ust. Nie, ta cała sytuacja mnie nie podniecała. Po prostu wiedziałam, że mężczyźni lubią być dowartościowywani takimi odruchami. Może i byłam dziewicą, ale co sobotnie imprezy dały mi trochę doświadczenia. Możecie się zastanawiać, co ja gadam, przecież wcześniej mówiłam, że to się dla mnie  nie liczy, że najważniejsza jest rodzina, a imprezy to dno. Tak było i nadal jest. Po prostu po stracie mojego najlepszego przyjaciela siedziałam każdego weekendu sama w pokoju, gapiąc się w ścianę, gdy inni bawili się w najlepsze. Parę tygodni temu postanowiłam to zmienić. Rodzice byli zadowoleni, że się pozbierałam, a same wyjścia im nie przeszkadzały, bo nigdy nie przychodziłam do domu pijana. Gdyby tylko wiedzieli, co tam się wyprawiało...
Tajemniczy chłopak znowu zajął się moimi ustami, jednocześnie przenosząc swoje ręce na moje uda, a później coraz wyżej i wyżej. Wiedziałam, że jeżeli nic nie zrobię, to nie skończy się to dla mnie dobrze. Szybko wstałam z jego kolan i wysyłając mu najseksowniejszy uśmiech, wyciągnęłam rękę. Bez najmniejszego wahania ujął ją i podążył za mną. Widziałam, że ma już zamglony wzrok z podniecenia. Odwróciłam się i ruszyłam w stronę pokoi, kręcąc przy tym pupą jak tylko umiałam.
Gdy tylko zamknęłam drzwi na klucz, popchnęłam mojego klienta na wielkie, brązowe łoże. Oprócz małej szafki nocnej, gdzie zapewne znajdowały się "gadżety" dla gości, był to jedyny mebel. Szybkim ruchem usiadłam, jak poprzednio, okrakiem na jego biodrach. Jako, że teraz nie było za nim żadnego oparcia, był zmuszony się położyć. Zadowolona na nowo zaczęłam zabawę z biodrami i ustami. Teraz dołączyłam do tego ręce, które co chwilę zaciskały się na jego czułym punkcie. Widziałam, że długo nie wytrzyma, więc sprawnie zsunęłam się na jego kolana, chcąc odpiąć pasek od spodni. Szybko pozbyłam się jego dolnej garderoby i zaczęłam moją pracę.



Łohohoho, rozpieszczacie mnie! 360 wyświetleń w jeden dzień! Jak szaleć to szaleć, co nie? :O
Za to muszę Was opieprzyć za małą ilość komentarzy. Wiem, że rozdział był kiepski, co nie znaczy, że nie macie komentować. Krytykę też zniosę. :) Bo wiecie, na bloggerze są takie magiczne guziczki, dzięki którym widzę, ile osób wchodzi na poszczególne posty, a jest ich o wiele więcej, niż komentarzy.
Dziękuję osobom, które dodały się do obserwatorów. Mam nadzieję, że Was nie zawiodę. <3
Dziękuję osobom, które skomentowały moje wpisy. Słońca wy moje, kocham Was najmocniej na świecie! xxx
I na końcu dziękuję osobom*, które dodały reklamy mojego bloga. To dzięki Wam ta strona się rozwija, kocham Was! xxx
Co do rozdziału, nadal czuję się winna za poprzedni, więc dzisiaj dodaję dłuższą część. Nie wyszła tak jak chciałam, miało być lepiej. Przepraszam po raz kolejny. :c

Mysie pysie, do następnego! I KOMENTOWAĆ MI TU!

Kukardka, xoxo

* Wbijajcie, bo naprawdę warto:
www.i-and-one-direction.blogspot.com
www.i-and-amazing-boy.blogspot.com
www.world-of-holly-and-1d.blogspot.com


ZOSTAW CHOCIAŻ NAJKRÓTSZY KOMENTARZ, PROSZĘ!

24 komentarze:

  1. Superrr rozdział ! Zapewne to będzie Harry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba by go poznała! No i Harry nie ma niebieskich oczu xd

      Usuń
    2. Poznałaby, ale ten fragment z niebieskimi oczami dodałam dopiero pare minut po opublikowaniu posta, więc Martyna mogła tego nie przeczytać . Moja wina. :C przepraszam i dziękuję Wam za komentarze! <3

      Kocham Was, moje mysie pysie!
      Kukardka, xoxo

      Usuń
    3. Dla mnie to będzie któryś z 1D - zakładałabym np. Liam, Zayn
      Ale nie jestem pewna...

      Usuń
  2. To jest normalnie CUDO..
    Kocham cię. !....To jest świetne. !.,.....Chcę więcej.!
    Kiedy można spodziewać się następnego? : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję. :)
      Teraz mam małe urwanie głowy, bo jutro mam nast. testy kwalifikacyjne do szkoły, ale myślę, że do poniedziałku się wyrobię. Teraz zaczynają się moje ulubione momenty, więc pewnie długo nie będziecie musieli czekać. :3

      Pozdrawiam cieplutko!

      Kukardka, xoxo

      Usuń
    2. To się bardzo cieszę. Piszesz tak interesująco, że przeczytałam ten rozdział jeszcze raz. Spróbuję wytrzymać jak najdłużej, ale to będzie ciężki kawałek chleba.
      Życzę weny.
      No i też POZDRAWIAM ! <3

      Usuń
    3. Znam ból też mam testy kwalifikujące kukardko :D

      Usuń
    4. Oh, to się cieszę, że nie jestem sama. :D
      Ja zdaję do dwujęzycznej, więc musiałam mieć też ustny, to chyba było najgorsze. Na szczęście jutro wyniki. :)
      Z tego co widzę u Ciebie na profilu, to też do gimnazjum, prawda? :)

      Kukardka, xoxo

      Usuń
  3. CUDO! *.* nie zwaliłaś nic! boskie jest i koniec kropka! ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajne opowiadanie :)
    Dopiero zaczęłam czytać, i na pewno zagoszczę tu do końca :)
    A.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojoj! Dziękuję za polecenie ^^ Co do rozdziału - znowu mnie zadziwiłaś! Jest świetny! Fabuła bardzo ciekawa i dobra, nie czytałam jeszcze takiego opowiadania... :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ajjj ciekawe co to za facet...

    OdpowiedzUsuń
  7. Pani Kukardko, odpowiedziałam na pani komentarz :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Boże jesteś genialna. Naprawdę. Jest dopiero trzeci rozdział, a ja już kocham to opowiadanie. <3
    I udostępniam Cię u siebie. ; *

    OdpowiedzUsuń
  9. Odpowiedzi
    1. Teraz to dowaliłeś/aś swoją kreatywnością i poczuciem humoru. Serio, to wcale nie był sarkazm. ;*

      Usuń
  10. Wow, super! Kiedy następny ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      Spójrz pare komentarzy w górę + zakładka pytania jest do Waszej dyspozycji, więc.. ;)

      Kukardka, xoxo

      Usuń
  11. Strzelam ,że to Louis :P Bo to nie Zayn ani Harry no chyba że Niall kiedy był bruneetem :P

    OdpowiedzUsuń
  12. Kocham twój styl pisania! Rozdział jak na razie najfajniejszy. Ciekawe kto to może być... Ktoś z 1D Louis lub Niall, bo tylko oni mają niebieskie oczy. Albo ktoś inny. Czekam na nn ;*

    OdpowiedzUsuń
  13. Stawiam że to będzie Louis albo może nie ktoś z 1D. Czekam na next a teraz zapraszam do mnie gdzie pojawił się następny rozdział ;) Odpiszesz mi na e-maila?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, zaraz idę do ciebie poczytać. :)
      Na maila bardzo chętnie bym odpowiedziała, ale niestety żadnego nie dostałam. :C
      Wyślesz jeszcze raz? :)
      natala.nowak@me.com

      Kukardka, xoxo

      Usuń

Dziękuję za każdą szczerą opinię.
Kukardka, xoxo