sobota, 29 czerwca 2013

Chapter six



UWAGA! Zwiastun bloga pod rozdziałem!!!!! :)




Trzymałam w dłoniach ciepłe, świeżo zrobione kakao. Kubek nieprzyjemnie parzył moje dłonie, ale ja bałam się zrobić jakiegokolwiek ruchu. Wzrok utkwiłam w piance, której nawet nie ruszyłam. Zabawne, zaledwie pół godziny byłam szczęśliwa, niezależna, gdy znowu TO robiłam, a teraz czuję się jak oszustka. Oni mi pomogli, a przynajmniej chcieli, a jak ja im się odwdzięczyłam? Znowu się pocięłam. Zawiodłam ich, a najgorsze jest to, że mam z tego powodu wyrzuty sumienia. Miałam być twarda i znowu wyszło z tego tyle co nic. Nie dość, że od pewnego czasu zachowuję się jak wariatka, to jeszcze teraz wyrzucą mnie za drzwi. Bo wiecie, nie znam osoby, która pozwoliła by dziewczynie, zachowującej się jak świeżo po terapii, mieszkać ze sobą pod jednym dachem. 
- Ellizabeth, mówię coś do ciebie! - twardy głos oderwał mnie z rozmyśleń, a ja zdziwiona i niestety speszona, podniosłam głowę. Przede mną siedziało pięciu chłopaków, którzy nawet nie mieli zamiaru odwrócić ode mnie wzroku. Nagle poczułam się naga, w tej krótkiej koszulce, pod którą nie miałam nawet stanika i nowo zawiązanych bandażach.
- Przepraszam, zamyśliłam się - wymamrotałam, jednocześnie próbując dyskretnie naciągnąć bluzkę jeszcze niżej.
- Zostaw tą koszulkę. Przecież i tak widzieliśmy o wiele więcej - jak Boga kocham, nie wytrzymam z tym lokowatym idiotą pod jednym dachem! 
- Niby co masz na myśli? - warknęłam, łypiąc groźnie spod łba.
- Oh, przecież nasza księżniczka była kilka razy nawet na rękach niesiona, wtedy to były widoki - zielonooki uśmiechnął się złośliwie. Nie wierzę! Przecież ja go zaraz rozszarpię, uduszę, powieszę... Tak jak Lucasa. Oczywiście go nie zabiłam, ale niejednokrotnie działał mi na nerwy. Miał identyczny charakter jak ten tutaj. Opryskliwy, chamski... Po prostu jak bracia bliźniacy! Chwila, chwila... Skoro są tacy podobni do siebie, to pewnie sposoby na uciszenie ich niewyparzonych jadaczek też będą takie same. Już na samą myśl, uśmiechnęłam się złośliwie, przez co brunet wydawał się całkowicie zbity z tropu. Pewnie myślał, że znowu wybuchnę płaczem. Nie tym razem. Może i nie jesteśmy w miejscu publicznym, gdzie jest najwięcej zabawy, ale pozostali w zupełności wystarczą.
Wstałam, nie odrywając wzroku od bruneta. Wtedy wszyscy wokół zniknęli, teraz liczyło się tylko to, żeby go upokorzyć. Seksownym krokiem podeszłam do niego, nie pozwalając mojemu uśmieszkowi zniknąć z twarzy. Po ostatnich wydarzeniach nadal byłam roztrzęsiona, ale wtedy kierowała mną daleka przeszłość, wspomnienia, w których widziałam całą czerwoną ze wstydu twarz Lucasa.
Jak zawsze, najpierw położyłam rękę na kolanie, przechylając się przy tym powoli w przód. Jego rozbiegany wzrok powędrował na mój dekolt. Przez chwilę znowu zobaczyłam twarz Matta, przez co chciałam się wycofać. "Ej, wiesz jakie będą skutki!". No tak, gdy pierwszy raz chciałam wprowadzić mój plan w życie, speszyłam się w połowie i przerwałam. Luc przed dwa miesiące myślał, że się w nim zakochałam. On nic do mnie nie czuł, zresztą ja do niego też, przez co nasze relacje trochę się pogorszyły. Dopiero gdy po raz drugi postanowiłam to zrobić, biedaczek zorientował się o co właściwie chodzi. Tutaj chciałam tego uniknąć, więc całą siłą woli, uśmiechnęłam się ponownie i już odważniej, usiadłam na nim okrakiem. Och, jego mina była nie do opisania! Był zdecydowanie zaskoczony, trochę zawstydzony i co dziwne - szczęśliwy. Przynajmniej tak mi się wydawało. Eh, to na pewno tylko wyobrażenia.
Pocałowałam go lekko w policzek, a później w kącik ust. Dobrze wiedziałam jak na to zareaguje. Jeszcze chwila, a będzie mnie prosił na kolanach, bym dotknęła jego warg. Och, niedoczekanie jego!
Teraz zaczęłam moją pracę nad malinką na jego szyi. Oddech chłopaka zaczął przyspieszać, a ja czułam satysfakcję. Może powinnam powrócić do pracy w klubie? Nie, zdecydowanie nie.
Usłyszałam chrząknięcie za moimi plecami. Delikatnie otwarłam oczy, by móc odczytać coś z twarzy bruneta. Miał pół przymknięte oczy i zamglony wzrok. Odleciał nam chłopaczek. Trochę mnie dziwiło, że nawet nie próbował mnie odepchnąć, czy zatrzymać. Cóż, ten przypadek jest widocznie szczególnie nie wyrzuty seksualnie. No, to będzie jeszcze większa zabawa!
Przypominając sobie, dlaczego przerwałam, odwróciłam dyskretnie głowę, jednocześnie bawiąc się włosami Larrego, czy jak mu tam było, by nie wybudzić go z transu.
- Co dy do cholery wyprawiasz?! - Zayn był już nieźle wkurzony, widziałam te ogniki w jego czekoladowych oczach. Zresztą, nie tylko on. Reszta co prawda nie była zdenerwowana, ale oszołomiona. I to dość mocno.
- Ciszej! - wyszeptałam z zaciśniętymi zębami, co chwila z niepokojem zerkając na Larrego - Posłuchaj, nie pozwolę sobie na takie traktowanie, jakie on mi zafundował. Pozwól mi to zrobić, a będę grzeczna - puściłam do niego oczko, wiedząc, że się zgodzi. Nie chciał więcej problemów z moim nałogiem.
Ponownie odwróciłam się do mojej ofiary, powoli dochodząc pocałunkami do ucha. Chłopak jęknął, na co ja jedynie się uśmiechnęłam. Czułam, że w spodniach robi mu się ciasno, przez co zaczęłam ruszać miednicą. Jego ręce spoczęły na moich pośladkach, jeszcze bardziej mnie do siebie przyciągając.
- O kurwa... - wysapał, ciężko przy tym oddychając.


Muszę przyznać, że dla mnie też to było całkiem przyjemne. W końcu ja też byłam człowiekiem, a nie jakąś maszyną, prawda?
Gdy moje usta na nowo spoczęły na szyji Larrego, ten już prawie wił się pode mną. A mówiłam, że tak będzie, trzeba było słuchać cioci Liz!
- Zapamiętaj, ze mną się nigdy nie pogrywa - szepnęłam zmysłowo do jego ucha, po czym składając ostatni pocałunek na jego szyi, wstałam. Ten dopiero teraz jakby się ocknął i spostrzegł co się dzieje. Spojrzał wielkimi oczami na już niemałe wybrzuszenie w jego spodniach, a później na mnie. Uśmiechnęłam się cwaniacko, przez co Larry otworzył usta w zdziwieniu. Chyba chciał coś powiedzieć, bo co chwila zamykał je i na nowo otwierał, wyglądając przy tym jak ryba. Parsknęłam cicho śmiechem i odwróciłam się, by w końcu skończyć tą szopkę. Zamiast ściany, zobaczyłam dwie niebieskie tęczówki, które wręcz wypalały mi skórę. Wzrok chłopaka był gniewny i jak dla mnie zbyt niebezpieczny. Nagle poczułam tak wielkie skrępowanie, jak nigdy. Czując się dziwnie pod naporem tych tęczówek, speszona wbiłam wzrok w ziemię.
- Ty mała dziwko! Jak mogłaś to zrobić?! - chłopak wrzasnął na cały dom, przez co podskoczyłam. Spojrzałam zdziwiona na niego, na jego smutną twarz. I dopiero wtedy wszystko do mnie dotarło. Louis, czy jakkolwiek miał na imię, był przecież chłopakiem Larrego! A ja... A ja rzeczywiście zachowałam się jak dziwka. - Wyjdź z tego domu, natychmiast!
- J-ja, ja... - nie mogłam nic z siebie wydusić, czułam się jak największa szmata. Kilkanaście godzin temu mój własny brat mnie zgwałcił, a teraz jak gdyby nigdy nic wywołałam erekcję u chłopaka, który poniekąd mnie uratował. 
Czułam wstyd. Nie czekając dłużej, odwróciłam się i pobiegłam w stronę tarasowych drzwi. Może powinnam przeprosić? Nie, oni już mnie nie chcą widzieć. Przynajmniej jeden problem mają z głowy...
Poczułam łzy na policzkach, które teraz wydawały się tak niesamowicie ciepłe, na tle popołudniowego powietrza. Gdy postawiłam nogę na ziemi, spostrzegłam, że nie mam butów. Już miałam się zawrócić i odzyskać co moje, ale w ostatniej chwili zrezygnowałam z tego. Chyba już wystarczająco ich zdenerwowałam, a w szczególności Louisa. 
Podbiegłam do ogrodzenia, które na moje szczęście, miało zdobienia. Mogłam się założyć, że przy furtce będzie tysiące alarmów i kodów do podania, więc tą opcję mogę od razu skreślić. Położyłam nagą stopę na zimnym, żelaznym listku i pomagając sobie rękami, wdrapałam się na górę. Gdy tylko przełożyłam nogę, poczułam tak nagły i okropny ból w ręce, a dokładniej nadgarstku, że nawet nie myśląc, puściłam się bramy. Cóż, to nie było zbyt mądre z mojej strony.... W ułamku sekundy dotknęłam boleśnie ziemi, spadając na obolałe miejsce. Mimowolnie krzyknęłam, czując, jakby tysiące igieł wbijało mi się w skórę. Spojrzałam na ranę - znowu się otworzyła, przez co bandaż był cały czerwony z krwi. Ponownie krzyknęłam, trzęsąc się do tego. Jak ja mogłam siebie tak skrzywdzić?!
Nie wiem ile tak leżałam, dwie minuty, może dwie godziny. W każdym razie po długim wpatrywaniu się w rękę, z transu wyciągnęły mnie krople deszczu, które natychmiast starły zaschnięte już ślady łez na moich policzkach. Z trudem, przez zawroty głowy, wstałam, chwiejąc się na nogach. Kompletnie nie wiedziałam gdzie iść. Przede mną znajdował się las, więc zrezygnowałam z tamtego kierunku i powoli, uważając, by się nie przewrócić, szłam wzdłuż bramy, by dotrzeć do jakiejkolwiek ulicy. Co chwila, mokre rośliny i trawy uderzały w moją skórę, nie dając mi nawet na chwilę zapomnieć, że jestem jedynie w bluzce i majtkach. Spojrzałam jeszcze przelotnie na dom, by jak się okazało ujrzeć w oknie zmartwioną twarz twarz bruneta. 


Odwróciłam swój nieobecny wyraz twarzy w drugą stronę, by nie czuć poczucia winy. Kolejny raz ich zawiodłam. Nawet nie znałam ich imion, a zawiodłam. 
Gdy dotarłam do końca ogrodzenia, spostrzegłam ulicę, na której był dość duży ruch. Teraz lekki deszcz przemienił się w ulewę, przez co musiałam wyglądać jak gnijąca panna młoda, z tymi bandażami czerwonymi z krwi i nieuczesanymi włosami. Nadal przerażona do granic możliwości, zastanawiałam się, w którą stronę się udać. Po krótkim namyśle, uznałam, że zaufam mojej naturze i poczłapałam w lewo. Otóż byłam leworęczna. 
Po dwudziesto-minutowym spacerze, całkowicie mokra i bez dumy doszłam do parku. Tutaj było pełno drzew, więc krople co prawda spadały rzadziej, ale za to były o wiele cięższe i większe. Na alejkach nie było dużo osób, tylko kilka starszych pań, które w pośpiechu przechadzały się ze swoim psem, by ten mógł zaspokoić swoje potrzeby. Oczywiście nie obyło się bez kilka, ba, parunastu spojrzeń pełnych litości, na które jedynie prychałam. 
Chcąc dojść do jakiejkolwiek ławki, czując, że z sekundy na sekundę jestem coraz słabsza, nie uważając już pod nogi szybkim krokiem ruszyłam chodnikiem. Już po kilku krokach poczułam przeszywający ból w stopie. Z niezadowoleniem wypisanym na twarzy, spojrzałam w dół. Na pierwszy krok wszystko wyglądało w porządku, jednak gdy ugięłam nogę, ujrzałam głęboko wbity kawałek szkła. To zdecydowanie nie mogło się dobrze skończyć. 
Skacząc na jednej nodze, dotarłam do najbliższej ławki, która niestety była przy samej jezdni, przez co raz po raz byłam ochlapywana wodą dzięki rozpędzonym autom. Nie przejmując się tym zbytnio, pociągnęłam moją nogę na kolano. Skóra była cała rozcięta, a z rany sączyła się krew. Wyciągnęłam szkło, przez co syknęłam z bólu. Przypatrywałam się, jak czerwona ciecz lała się coraz wolniej, aż w końcu przestała. Już spokojniejsza puściłam nogę i delikatnie odchyliłam głowę w tył. Teraz zimne krople skapywały na moje półprzymknięte powieki, uchylone usta i włosy, które jak się domyślam, były w nieładzie. Dopiero gdy tak siedziałam, poczułam, że o wszystko mnie przerasta, że nie daję rady. Podkurczyłam nogi, nadal uważając na ranę i cicho szlochając, położyłam głowę na kolanach. Nagle poczułam się senna. "A co mi tam, przecież i tak posiedzę tutaj trochę dłużej....". Odpłynęłam.
- Ej, Liz, obudź się! - ktoś chamsko warknął mi do ucha, nie przestając dźgać mnie palcem w ramię. 
Wydałam niezadowolony jęk, powoli otwierając oczy. Gdy zobaczyłam przed sobą te tak dobrze mi znane tęczówki, od razu odsunęłam się w tył, otwierając szeroko oczy ze zdziwienia i przerażenia.
- C-co ty tutaj robisz? - mimo moich największych chęci, głoś załamywał mi się co chwilę, tworząc jakieś jęki i pomruki.
- Wstawaj, bo mi reputacje zniszczysz! - Matt był cały mokry, a z jego włosów skapywała woda. Otwarłam usta, chcąc zaprotestować, ale on brutalnie pociągnął mnie za ramię i wręcz wrzucił do auta zaparkowanego obok. Nadal nie wiedząc do końca co się dzieje, zdezorientowana patrzyłam wokół. Ani żywej duszy, nawet nie mam poco krzyczeć... Gdy zorientowałam się, że przecież drzwi są otwarte i mogę uciec, Matt wsiadł już do auta i natychmiast je zablokował, skutecznie mi to utrudniając.
- Tęskniłem, siostrzyczko - mruknął mi do ucha, gdy ja nadal przerażona patrzyłam przez okno. - No chodź do braciszka, zrób to, co ostatnio.
O nie! Tylko nie to! Sparaliżowana powoli odwróciłam głowę w jego stronę, chcąc wierzyć, że to tylko żart. Niestety, jego mina była całkowicie poważna i ani mi, ani jemu nie było do śmiechu. Zaczęłam płakać, co chwila szarpiąc za klamkę, chociaż i tak to nic nie dało. Wszystko, byleby tylko nie czuć tych jego wstrętnych łapsk na sobie.
- No, nie wierć się tak, będzie fajnie - po tych słowach sięgnął rękami na moje biodra i mimo moich krzyków i próśb, siłą usadowił mnie okrakiem na jego kolanach.
- Matt, nie rób tego, błagam! - poczułam, że kierownica wbija mi się w plecy.
- Ale o co ci chodzi, przecież mówiłem ci, że cię znajdę - powiedział z udawanym zdziwieniem, po czym zabrał się za ściąganie mojej bluzki. Biłam coraz to mocniej rekami w jego klatkę piersiową, twarz i wszystko co mnie otaczało, ale on nadal nie wzruszony, z brutalnością wypisaną w ruchach, zdarł ze mnie okrycie. Zawstydzona zakryłam rekami moje piersi, próbując zejść z jego kolan. Czułam, że jego członek się powiększa. To była całkowicie inna sytuacja niż z Larrym. Wtedy czułam triumf, a teraz odruchy wymiotne.
- Zostaw mnie, słyszysz? - wyszeptałam, już prawie się poddając. Wiedziałam, że nie mam szans. Był silniejszy, wyższy, starszy... To już koniec...
Matt rozerwał moje majtki, a ja odruchowo ścisnęłam nogi. Na chwilę zapomniałam, że na nim siedzę, przez co uda zacisnęły się na jego członku, a z ust wydał się głośny jęk.
- Kurwa... - wyszeptał, coraz płycej oddychając. Nadal mocno i brutalnie trzymając mnie za biodra, drugą ręką odpiął swój rozporek i guzik w spodniach. Moje przerażenie rosło z każdą sekundą, a ściany auta zaczęły się pomniejszać. Nagle zrobiło mi się niewyobrażalnie duszno, a łzy płynęły strumieniami. 
Gdy Matt chciał ściągać bokserki, ujrzałam jakiś ruch koło okna. Czerwonymi od płaczu oczami, spojrzałam w tamtą stronę, po czym zastygłam w bezruchu. Nie mogłam uwierzyć, że on tam jest, że idzie w stronę auta. Puka coraz mocniej w szybę, szarpiąc za klamkę, doprowadzając tym samym mojego brata do białej gorączki. Nie odrywałam od niego wzroku, zapominając nawet, że jestem całkowicie naga. Jego zmartwione i zaszklone oczy, doprowadzały mnie do płaczu. Byłam szczęśliwa, że tu jest, że czuwa. 
- Co to za chuj? - mój brat mruknął chyba bardziej do siebie, niż do mnie - A, co mi tam, niech patrzy... - tymi słowami, zakończył mój spokój. Później wszystko działo się jakby w przyspieszonym tempie. Matt zdjął swoje spodnie i nie tracąc chwili dłużej, wbił się we mnie, doprowadzając mnie do wielu krzyków bólu. Obserwator z zewnątrz coś krzyczał, dobijając się jeszcze bardziej. W jednej chwili wszystko zaszło mgłą, a moje krzyki były już nieme. 
- Zayn... - zdołałam wyszeptać.



Witam moje pyszczki!
Przepraszam, że tak długo musieliście czekać. Przyznam Wam szczerze, że internet miałam już kilka dni, ale za to wena opuściła mnie całkowicie i jak na razie chyba chce się ze mną pobawić w chowanego. Dlatego też przepraszam, za tak nudny rozdział.
Mimo, że są już wakacje, a co za tym idzie, będę częściej pisać, rozdziały będą się ukazywać tak jak teraz, raz w tygodniu. Chcę zrobić mały zapas, by podczas wyjazdów także móc dodawać nn.
Dziękuję z całego serca za wszystkie komentarze, rady, słowa uznania, krytykę i pomoc w ostatnich rozdziałach. Po prostu nadal nie mogę uwierzyć, że przy ostatnim rozdziale było 20 komentarzy! To jest... ndcnaibncdhik!

Maja Cornett - Jeju, dziękuję! <3 Buahaha, bo wiesz, jestem zua. ;D
Katie - Dziękuję. No cóż, już niedługo to się skończy. :) xxx
Kamila - Kocie, też Cię kocham. ;* Hue hue przydałby się taki Zayn w domu, c'nie? ;D 
Lool. - Dziękuję Ci z całego serca, Twoje słowa wiele dla mnie znaczą. <3
Monia - Jeszcze raz dziękuję Ci za nominację. ;* Gify będę dodawać, dziękuję za te miłe słowa. <3
days- Dziękuję kochanie ;*
Jessica69 - Nie płacz, jest aż tak źle? ;D Dziękuję <3
Holly - Hahaa posłuchałam Cię i wiesz co? Podziałało! :D Dzięki <3
Violent - Dziękuję Ci za wyrażenie swojej opinii, która znaczy dla mnie naprawdę bardzo, ale to bardzo dużo. Mogłabym się tutaj rozpisywać w nieskończoność, jak wdzięczna Ci jestem, ale chyba to wyraziłam na asku. :D Kocham Cię! <3

Z całego serca dziękuję za nominacje (zainteresowanych zapraszam do zakładki "Liebster Award"), wciąż nie mogę w to uwierzyć! <3

No, oprócz tego, chciałam Was uświadomić, że w zakładce "Pytania", czyli TU, możecie zadawać mi oraz bohaterom pytania.

Mamy ponad 3800 wyświetleń!!!!!!!!!!!!!!!!!! :O Matko, nie moge uwierzyć! Mam wrażenie, że śnię!!!! *.* Dziękuję!

Pragnę Was zaprosić na zwiastun, który sama zrobiłam. :O Wiem, że na końcu jest literówka, ale ogólnie chyba nie jest najgorszy... Co ja gadam, tak się nim jaram, że od godziny gwałcę repley!! :D


Hmmm... Wydaje mi się, że to wszystko... Jeszcze raz Was przepraszam i oczywiście mam nadzieję, że pojawi się jeszcze więcej komentarzy. <3

15 komentarzy = rozdział dodany dzień wcześniej
30 komentarzy = rozdział dodany dwa dni wcześniej

(zawsze aktualna data dodania po prawej stronie, tam gdzie spis treści)


Kocham Was, moje mysie pysie!
Kukardka, xoxo